nib



Człowiek bez Ojczyzny nie ma korzeni. Człowiek bez korzeni nie ma przyszłości. Lecz życie nie polega na czuwaniu przy korzeniach. Życie to nowe gałęzie wciąż rosnące na starych drzewach.

Jak przejść z jednej tożsamości w inną i pozostać sobą? By znaleźć odpowiedź na to pytanie Nikołaj Mienszykow musiał odbyć niebezpieczną podróż do przeszłości, w której znalazł swoją przyszłość.

Tak powstała ta powieść.

Podróż. Sensacja. Przygoda. Tajemnica. Śmierć. Miłość. Magia.



1


Nota wydawcy:
Nikołaj Mienszykow, zamożny rosyjski biznesmen w wieku średnim, rozdarty między Moskwą i Paryżem, otrzymuje osobliwy prezent urodzinowy: list od dawno zmarłego przodka z informacją o czekającym na niego skarbie. Wyrusza do Ałmaty w Kazachstanie – miasta swojego dzieciństwa. Podróż okazuje się twardą konfrontacją z rzeczywistością: zmienili się ludzie, obce stały się miejsca, trudno odnaleźć nawet grób dziadków, a rodzinnej kamienicy broni przed rozbiórką wariatka. Duma dawnego kolonizatora miesza się w Nikołaju z rozgoryczeniem i poczuciem wszechogarniającej straty. A to dopiero początek wyprawy śladami przodków. W pechowych dla siebie okolicznościach spotyka Bibigul – młodą kobietę, która proponuje mu niebezpieczną grę...
W Nikołaju i Bibigul pierwszorzędna intryga przygodowa sąsiaduje z celnymi obserwacjami reportażowymi i opisami egzotycznego kraju. Strelnikoff, autor bestsellerowego Ruskiego miesiąca, tym razem walczy ze stereotypem Rosjanina i Kazacha, wprowadzając czytelnika w postkolonialną rzeczywistość pogranicza Europy i Azji.

Fragment opisu powieści „Nikołaj i Bibigu” w katalogu W.A.B., jesień-zima 2009 (tłumaczenie z angielskiego):

Nikołaj i Bibigul to zaskakująca powieść. Poza głównym wątkiem – przygodą, są w niej elementy dreszczowca, a jej podłoże stanowi powrót do korzeni, który w połączeniu z magicznymi, czasem ponadnaturalnymi zjawiskami dodaje specyficzny smak post-sowieckiej rzeczywistości. Tę książkę można porównać do „Stu lat samotności” Gabriela Marqueza czy „Istambułu” Orhana Pamuka, ale jest w niej jeszcze coś. Opowiedziana historia wciąga, jej świat jest namacalny, postacie pełnokrwiste, a język – płynny, wartki i urzekający.




s


Gdy Nikołaj zobaczył, jak kilku Kazachów zarzyna tuż przy ulicy barana, wziął głęboki oddech.
– To już koniec, nie ma do czego wracać. Nawet pamięcią… – stwierdził z rezygnacją.
– Słucham? – odezwał się taksówkarz. Rosjanin.
– Nic, do siebie mówię. Przed tym, jak zawiezie mnie pan do hotelu, proszę przejechać ulicą Pokoju.
– Ulica Pokoju teraz nazywa się Żełtoksan. Dawno pan tu nie był? – Taksówkarz przyglądał się uważnie pasażerowi, patrząc we wsteczne lusterko.
– Dawno. Proszę pamiętać, przed hotelem jedziemy na ulicę Pokoju.
– Nie ma sprawy.
Ulica Pokoju, na której kiedyś mieszkał Nikołaj, nie wzbudziła w nim większych emocji. Myślał, że ta chwila będzie bardziej wzruszająca. Tymczasem, kiedy zobaczył swój dawny dom, pierwsze, co mu przyszło do głowy, to to, że jest nieładny. Wręcz brzydki. Nie taki, jakim go pamiętał. Na podwórku zobaczył samych Kazachów: kilka osób dorosłych oraz półnagie, bose dzieci. Wiele drzew w okolicy, głównie wielkich starych dębów, znikło. Zostały ścięte, by nie zasłaniały reklam i wybudowanego niedaleko banku.
Wszyscy kiedyś zostaną ścięci. Na każdego przyjdzie czas, pomyślał, ostatecznie zdając sobie sprawę, że niepotrzebnie szuka spotkania ze swoim dzieciństwem.
– Dokąd teraz? – odezwał się taksówkarz.



2


Nikołajowi wydało się, że od jej krzyku zgasło słońce. Znalazł się nagle w absolutnych ciemnościach i przestał cokolwiek widzieć. Rozejrzał się bezradnie i ogarnęło go przerażenie. Gdy znowu zobaczył światło i odetchnął z ulgą, kobiety już nie było. Jej oddalająca się sylwetka zniknęła za rogiem. Po chwili poczuł na sobie spojrzenia mieszkańców pobliskich posesji. W niektórych oknach poruszyły się firanki.
– Kim jest ta kobieta? – zapytał, wsiadając roztrzęsiony do samochodu.
– Niby skąd mam wiedzieć? – Taksówkarz z niezadowoleniem spojrzał na swojego dziwnego pasażera. – Myśli pan, że w mieście znam wszystkich? Zwłaszcza wszystkich wariatów? Jedziemy gdzieś?



3


Widok z okien wieżowca wybudowanego na ziemi, która regularnie się trzęsie, i to mocno, nadal był wspaniały. Potężne góry ubrane w lasy, szmaragdowe łąki i połyskujące śniegiem szczyty nie zmieniły się. Stanowiły część dzieciństwa i były ziemią Nikołaja, zawsze kojarzące mu się z nieskończenie szczęśliwą ojczyzną. Patrząc na góry, wspominał pikniki nad rwącymi potokami, czasy radosnych odkryć, wspólne wyprawy z rodzicami i dziadkami. Kiedyś w górach można było spotkać tylko Europejczyków. Kazachowie, poza nielicznymi mieszkańcami miast, rodzącą się zeuropeizowaną inteligencją, nie piknikowali i nie uprawiali wspinaczki. Tylko ich pasterze wędrowali latem krętymi ścieżkami w poszukiwaniu soczystych górskich łąk, na których przez kilka miesięcy wypasali stada wygłodniałych po zimie owiec. Kazachów i Kirgizów spotkać można było wówczas głównie na bazarze, gdzie sprzedawali mięso, owoce i warzywa.
Taksówkarz czekał. Nikołaj miał do załatwienia pilną sprawę. Zjeżdżając w dół z dwudziestego szóstego piętra, przeczytał ulotkę reklamową. Dowiedział się z niej, że w hotelu są basen i sauna.
Znakomicie, pomyślał. Przed podróżą dobrze będzie zrelaksować się i odświeżyć. O świcie zamierzał wyjechać z Ałmaty.
– Na ulicę Kozacką – powiedział, wsiadając do taksówki.
– Nie ma już Kozackiej – odpowiedział kierowca z nutą nostalgii.


4


Na tarasie widokowym, położonym u stóp wieży telewizyjnej, spędził około pół godziny. Ze względu na wyjątkowo czyste powietrze miasto tego dnia było widoczne jak na dłoni. Nie mógł powstrzymać wzruszenia: prawie trzydzieści lat temu, gdy wyjeżdżał z rodzicami na stałe do Moskwy, właśnie z tego miejsca żegnał się ze swoim miastem. Teraz, gdy po długiej nieobecności wrócił, znalazł się w innym, obcym kraju. Miał zagraniczny paszport. Nie rozpoznawał nazw ulic. W jego byłym mieszkaniu osiedlił się koczownik, ojciec półnagich, bosych dzieci, całe dnie wałęsających się po podwórku. W miejscu urokliwych parterowych domów wyrosły meczety, brzydkie bloki z ochroną i bryły zagranicznych banków. Słynne sady wycięto i zaroiło się od luksusowych willi nowobogackich stróżów nowego prawa i porządku. Myśląc o tym, że nic, a tym bardziej emocje, nie powinno mu przeszkadzać w spełnieniu ważnego zadania, Nikołaj kupił bilet powrotny i wrócił do hotelu. Zjeżdżając kolejką, nie mógł się pozbyć uczucia, że ciągnie za sobą całą górę, jakby przykutą łańcuchami do jego serca.


5


Nic nie przychodziło mu do głowy, kompletnie nic. Bez telefonu nie mógł powiadomić o swojej przygodzie ani rodziców w Moskwie, ani pracowników hotelu w Ałmaty, ani Maszy w Paryżu. Po raz pierwszy od wielu lat był kompletnie bezbronny i bezradny. Siedział zamknięty w betonowej celi na środku turkiestańskiej pustyni i nikt nie wiedział, gdzie jest i co mu się przytrafiło. Usiadł na wąskiej pryczy przykręconej do ściany i zamknął oczy, próbując się skupić.
Po dwóch czy trzech godzinach zaczął się powoli uspokajać. Zdał sobie sprawę, że choć znalazł się w trudnej sytuacji, nie zrobił jednak nic, czego miałby żałować.
Nie złamałem prawa. Zostałem zatrzymany, ale nic mi nie grozi, wmawiał sobie. Nie mieliśmy heroiny. Przynajmniej ja. Anton nie wygląda na dilera czy ćpuna, to porządny człowiek.
Nagle wybuchnął śmiechem.
Do ciężkiej cholery, co ja tutaj robię?! Siedzę w więzieniu na środku gigantycznego pustkowia w krainie Borata! Jak do tego mogło dojść?


6


Na brzegu i na wodzie nikogo nie było. Tylko piasek, motocykl i drżące rozgrzane powietrze. Ta niespodziewana sytuacja całkowicie go sparaliżowała. Nie wiedział, co począć: płynąć do brzegu czy zawrócić. Zatrzymał łódź około stu metrów od brzegu. A jeśli to znowu oni?, pomyślał z przerażeniem. I wyciągnął pistolet. W tym momencie zza wydmy wyjrzała czyjaś głowa. Nikołaj rzucił wiosło, zerwał się na nogi i wymachując coltem, krzyknął:
– Zabiję was! Nie zbliżajcie się, bo będę strzelał!
Głowa zniknęła, ale w innym miejscu pojawiła się druga, wielkooka, na długiej szyi. Potem wyłonił się wysoki garb i na wydmę wspiął się wielbłąd. Za nim kolejny, i jeszcze jeden, i jeszcze. Dromadery patrzyły nieufnie na człowieka w łodzi niedaleko brzegu, ale poszły powoli ku wodzie. Zza wydmy wychodziły kolejne zwierzęta, cała karawana szła w stronę jeziora. Nikołaj odetchnął, odłożył pistolet i wiosłował energicznie, płynąc do brzegu. Są wielbłądy, musi być i pasterz, podsumował.


7


Pierwsze promienie wschodzącego słońca padły na jego zmienioną nie do poznania twarz. Czując pieczenie, odtworzył oczy i w pierwszej chwili widział tylko światło. Nie poznawał otoczenia. Był oszołomiony tym, że siedzi pod dużym saksaułem, wśród pomarszczonych niczym powierzchnia wody piaskowych wydm, długich barchanów, na których gdzieniegdzie znajdowały się pustynne rośliny, o wiele mniejsze od swoich długich, porannych cieni.
– Gdzie ja jestem? Co się ze mną stało? Skąd te drzewa?
Opierając się o pień, wstał na nogi. Musiał wejść na jeden z barchanów, żeby się rozejrzeć. Wspiął się z trudem, zapadając się w sypkim piasku, na najbliższą wydmę. Jak okiem sięgnąć, rozciągała się pustynia. Jeziora nigdzie nie było widać. Bałchasz zniknął, jakby go nie było. Nikołaj rozglądał się bezradnie. Nie chciało mu się wierzyć w to, co widział.


8


– Jak, Nikołaju, możesz uważać siebie za wolnego jak wiatr? – odezwała się Bibigul. – Nie chodzi o to, że siedzisz w więzieniu, bo człowiek wolny jest wolny wszędzie. Ale „wolny jak wiatr”? Czy rozumiesz, co mówisz? Wiatr nie ma dylematów, czy zetrzeć z nosa żółty pyłek, czy nie, wiatr jest wszystkim i przyjmuje wszystko takim, jakie ono jest; gdy chwyci fletnię, jest muzykiem, gdy trafi się piasek, jest jak tragarz. Wiatru nie obchodzi, czy jest w nim jakiś sens. Gdy mierzwi włosy na zrośniętych w pocałunku głowach, nie zastawania się, czy to kolejna zdobycz, czy pierwsza i jedyna. Nie pyta: być albo nie być. Jak można nie być, skoro już jesteś? Czy sens tkwi w ucieczce w niebyt?


9


Widok okrągłego Buddy zapalił w jego gasnącej świadomości iskrę pamięci: Nikołaj niespodziewanie wyraźnie, ze wszystkimi szczegółami, przypomniał sobie Umę.
– Telefon – szepnął.
A potem piekielny ból zgasił resztki pamięci.
– Teraz! – Nikołaj usłyszał głos Dalidy. – Umrzyj teraz! Ale nie w kajdanach!
Doczołgał się do głazu. W jego dolnej części widniała głęboka, wąska szczelina. Wepchnął w nią koniec jednej z dwóch desek, i ostatkiem sił, robiąc dźwignię, złamał ją. Prawa ręka była wolna. Leżąc na ziemi, wył z bólu. Ze wściekłością odrywał resztę deski, po kilku chwilach uwolnił się od niej. Z rękoma na głowie tarzał się po ziemi w tumanach czerwonego kurzu. Krzyczał. Wołał o pomoc, nie mógł zdjąć wyschniętej i skurczonej do niemożliwości skóry wielbłąda, w którą wpiły się jego odrastające włosy. Część włosów zagięła się i wrosła w żywą skórę głowy, czyniąc jego mękę jeszcze bardziej okrutną.
Podczołgał się pod głaz, oparł się o niego plecami. Śpieszył się, czuł, że to już ostatnia chwila, nie chciał umrzeć jak niewolnik. Krew zalewała mu oczy. Szukał pistoletu po omacku. Znalazł go w głębokiej kieszeni spodni, rozpiął suwak i wyciągnął dygocącą ręką. Nie mógł go utrzymać, wypadł mu z dłoni. Szukał colta na ziemi. Znalazł, położył na kolana
i odbezpieczył. Skierował lufę w kierunku skroni.
– Szczęśliwej drogi, Nikołka – powiedziała Bibigul, wychodząc z gazetami z hotelu, i dodała cicho: – Wystarczy, że powiesz „teraz”.
– Teraz! – ryknął, usiłując dotknąć pistoletem głowy. Nie poczuł nawet jego dotyku.
– Teraz...


10



 

 

Z recenzji w polskiej prasie:

Początkowo czyta się jak XIX-wieczną prozę. Gęsto od opisów, przymiotników i zapachów. Ale za chwilę czytelnik stwierdza, że uległ złudzeniu porządku i solenności. Zostaje zarzucony tysiącem nitek, z których każda prowadzi do innego wątku. Nitki się plączą, uwaga czytającego napina – jest ciekawie.
Dorota Maj, Tygodnik „Wprost”, nr 50, 2009

Powieść Strelnikoffa zachwyca doskonałym wyważeniem pomiędzy sprawami polityczno-społecznymi a wątkami metafizycznymi. […] „Nikołaj i Bibigul” to powieść skłaniająca do głębokich refleksji. Być może skłoni ona czytelnika do zastanowienia się nad sprawami wielkiej wagi, a może tylko zachwyci własnym, niepowtarzalnym urokiem. Książka Dmitrija A. Strelnikoffa to powieść, do której chce się wracać, i którą można czytać wielokrotnie. Za każdym bowiem razem odkryje się wraz z Nikołajem nowe skarby, nowe elementy zagadki, którą jest życie i poczucie własnej przynależności i tożsamości narodowej.
Magdalena Galiczek, Wortal Literacki Granice.pl

Po pierwsze, rosyjski pisarz mieszkający w Warszawie i tworzący po polsku; co samo w sobie jest ciekawe. Po wtóre, jego powieść „Nikołaj i Bibigul” jest jak przepastna sakwa, w której zmieści się bardzo dużo, a nawet jeszcze więcej. […] Jest w tej książce również coś, co – zdaje się – nie pasuje do klimatu lekkiej, rozrywkowej powieści. Choć – sądzę – nie napisało się to Strelnikoffowi przypadkiem. To drobiazgowy zapis relacji między Rosjanami a Kazachami, dla mnie akurat najciekawszy, bo precyzyjny i bezlitosny.
Paweł Smoleński, Gazeta Wyborcza, 21.XII.09

W „Nikołaju i Bibigul” autor walczy ze stereotypem Rosjanina i Kazacha, wprowadzając czytelnika w egzotyczną dla nas rzeczywistość swojego rodzinnego miasta, okraszoną nieprawdopodobną przygodową intrygą.
Sukces, N1, 2010

Czemu na świecie mało jest tak niesamowitych książek? Takie pytanie nasuwa się po przeczytaniu powieści Strelnikoffa „Nikołaj i Bibigul”. Jest to niesamowita książka o szukaniu własnej tożsamości, sensu życia i miejsca w którym czujemy się najlepiej. Pięknie napisana, przenosząca nas w dziki i niebezpieczny Kazachstan historia bogatego biznesmena, Rosjanina Nikołaja, który powraca do rodzinnych stron w celu wypełnienia tajemniczego testamentu dziadka. Jest to podróż pełna sentymentalizmu, wspomnień, gorzkich obserwacji i niebezpiecznych przygód. Realizm miesza się z surrealizmem, czytelnik wraz z głównym bohaterem zatraca poczucie rzeczywistości, a wszystko to po to, żeby zrozumieć jak ważne w naszym życiu jest miejsce z którego pochodzimy, nasi przodkowie i historia. Akcja powieści pląta się niczym w filmie "Efekt motyla" i prowadzi do zaskakującego finału. Język jakim posługuje się autor pełne jest poetyckiego smaku, psychologicznego zacięcia i ironicznego tonu. Strelnikoff stworzył filozoficzne dzieło, które jak myślę, będzie przywoływane przez długie lata. Dzieło ponadczasowe i piękne, które długo po przeczytaniu zostaje w pamięci. Polecam!!!
Opinia Czytelnika na lamach portalu MERLIN.PL (MateuszF84)

Początek zapowiada nietuzinkową historię i jest nią w istocie. [...] Chociaż „Nikołaj i Bibigul” kontynuuje pewne myśli zawarte w pierwszej powieści autora, mamy tu do czynienia z zupełnie inną historią. Historią, w której ważne jest wszystko to, co niejasne, rozmyte, niedookreślone. Dodatkowo okraszoną porcją kryminalno-sensacyjnej intrygi i symboliką, która każe opowieść Strelnikoffa łączyć z pewną tradycją rosyjskiego pisarstwa.
Tajemnicza tytułowa Bibigul to nie jedyna postać, która wzbudzi zainteresowanie czytelnika. Strelnikoff wyraźnie kreśli wszystkich bohaterów swojej książki i każdy z nich ma duże znaczenie dla zrozumienia tego wszystkiego, co stanie się udziałem Nikołaja. Losy tadżyckiej prawniczki Damieli w misterny sposób splotą się z misją Nikołaja, której finał będzie tyleż nieoczekiwany, co wieloznaczny.
„Nikołaj i Bibigul” to opowieść o symbolicznej wędrówce po bezdrożach, o przekraczaniu granic, jakie stawiamy sobie sami i o tym, jak w magiczny sposób można ożywić przeszłość tylko po to, by zrozumieć, czym jest teraźniejszość.
Jarosław Czechowicz, Krytycznym okiem.

To typowe dzieło rozdroża. Po pierwsze: Zrodziło się gdzieś na przecięciu się kultur rosyjskiej i kazachskiej. Po drugie: Odwołuje się zarówno do tradycji wielkiej rosyjskiej prozy XIX wieku, jak i pełnymi garściami czerpie z doświadczeń postmodernizmu.
Sebastian Chosiński, magazyn kultury popularnej Esencja.






Obejrzyj materiały video promujące powieść „Nikołaj i Bibigul”

(Uwaga! Najpierw zatrzymaj muzykę w tym oknie! Przycisk na górze pod plakatem.)

youtube

Klip I – Nikołaj i Bibigul – Życie to Nowe Gałęzie.

onet

Wywiad na Onet.pl udzielony z okazji premiery powieści „Nikołaj i Bibigul”

ruslink

Dmitrij Strelnikoff o swojej powieści „Nikołaj i Bibigul” – prezentacja książki na portalu Ruslink.pl








Zdjęcia z Targów Książki w Krakowie, 7.XI.2oo9:

krakow1targikrakow2

krakow3

krakow4

krakow5