Zapraszamy na profil Autora na Facebook'u - najświeższe aktualności, najnowsze informacje.

facebook

Bibliografia


Literatura piękna


  • 2011 - "Fajnie być samcem!", powieść humorystyczna, wydawnictwo ISKRY, Warszawa.
    Już w pierwszym tygodniu po premierze powieść "Fajnie być samcem!" trafiła na listę bestsellerów księgarni Traffic Club!

    FSB

    Wydawnictwo: ISKRY
    ISBN: 978-83-244-0172-7
    Data wydania: wrzesień 2011
    Numer wydania: I
    Opis fizyczny: 125 x 195 mm, 464 stron, oprawa broszurowa

     

    Opis Wydawcy:

    Pełna humoru, autoironii, błyskotliwych żartów i zabaw słowem, a zarazem ciepła i serdeczna powieść mieszkającego w Polsce rosyjskiego pisarza (ale równocześnie biologa, podróżnika, i bystrego obserwatora rzeczywistości) prezentuje świat z punktu widzenia samca: mężczyzny i zwierzęcia, ciekawego nowości zdobywcy i wnikliwego, precyzyjnego badacza otoczenia.

     

    Nota Autora:

    Kim byś chciał być – chłopcem czy dziewczynką, panem czy panią, mężczyzną czy kobietą, samcem czy samicą? A może panem i panią naraz? Dobrze się zastanów – kwestie płci w życiu człowieka są nie mniej istotne niż kwestie krwi, o których wspomina „profesor” Woland w nieśmiertelnym „Mistrzu i Małgorzacie”.
    Czy samiec umie mówić o sobie szczerze? Czy potrafi bawić się swoją samczością – demonstrować ją jednocześnie z dumą i przymrużeniem oka? Czym się różni samiec człowiek od samca zwierzęcia? Czy samiec potrafi żyć bez plotek, alkoholu i modnych zegarków? Czego on szuka i czego od życia oczekuje? I wreszcie: czy bycie samcem, to dobra rozrywka?
    Pisząc tę książkę, szukałem odpowiedzi na te i wiele innych intrygujących pytań.



    Z recenzji w polskiej prasie:

    Jeśli ktoś miałby jeszcze jakieś wątpliwości dotyczące tego, czy fajnie jest być samcem, powinien czym prędzej przewertować książkę Dmitrija Strelnikoffa i nie tylko znaleźć dowody na lepszość męskiego rodzaju, ale też ubawić się setnie przy lekturze, zaplanowanej jako źródło czystej rozrywki i popularnonaukowych anegdot przy okazji. Damsko-męskie stereotypy stanowią dla autora punkt wyjścia do komicznych wykładów i scenek z życia niestereotypowego samca, który własną płeć postrzega jako najlepszą i najdoskonalszą, co za wszelką cenę stara się ukazać w dowcipnym i szybkim tekście.
    A wszystko zaczyna się od aktu męskiej ponadgatunkowej solidarności: Ewa, kobieta zmęczona i zirytowana zachowaniem kota Włodzimierza, który uwielbia znaczyć moczem swoje terytorium, planuje wykastrować pupila. Nie zgadza się na to bohater, zwany dalej po prostu Wykładowcą. Proponuje, że zajmie się Włodzimierzem, na co Ewa chętnie przystaje. Tak w życiu Wykładowcy zaczynają się zmiany, których on sam by się nie spodziewał, zwłaszcza gdy zapędzi się zbyt daleko w zapewnianiu Włodzimierzowi prawdziwego raju. Sytuację utrudnia pojawienie się w domu Wykładowcy Fiodora Dostojewskiego (który ceni wszystko, co samcze aż do przesady). Absurd wzmaga się z chwilą, gdy Włodzimierz ujawnia swoje nonsensowne, ale przecież nieocenione talenty. Świat męski staje na głowie i dopiero samica… ale o tym sza.
    Wykładowca oczywiście prowadzi wykłady. Na temat tego, że fajnie jest być samcem. Szuka analogii (lub po prostu ciekawostek) w świecie zwierząt, zasypując swoich studentów danymi ze zmaskulinizowanej rzeczywistości. Wśród frapujących tematów znajdują się kwestie zdobywania samic dzięki prezentom, wątki z rozmów, alkohol, sztuka, strój, bycie ojcem doskonałym, ale także zagadnienie penisa, seksu i miłości homoerotycznej. Co najważniejsze: w większości wypadków, nawet najbardziej kojarzonych ze zdobyczami cywilizacji, Strelnikoff szuka niebanalnych przykładów ze świata przyrody – i bez trudu je znajduje. Zamiast tendencyjnych dowodów na słuszność głoszonych prze niego tez, przedstawia zatem serie miniopowiastek, które bez trudu zafascynują czytelników. Nie porusza się autor w dobrze znanych i do znudzenia powtarzanych schematach, a zyskuje odświeżające spojrzenie na kwestie, wydawałoby się, do znudzenia obgadane.
    "Fajnie być samcem" to rzecz jasna popis humoru, wtopionego nie tylko w kreację głównego bohatera oraz sytuacje, które stają się jego udziałem, ale i w samą narrację, godną sprawnego satyryka. Bodaj dwa razy posiłkuje się Strelnikoff dowcipami obiegowymi, które akurat dobrze pasują jako puenty do rozdziałów – przeważnie jednak zdradza swój zmysł humorysty, dostrzega i potrafi umiejętnie sprzedać absurdy codzienności, a do tego jeszcze próbuje wykazać się znajomością różnych kultur (co nie jest trudne dzięki jego podróżniczej pasji). Pisze książkę dynamiczną i rozwijającą się błyskawicznie (w tym kontekście materia wykładów – czasem zbiór złotych myśli, cytatów czy faktów zoologicznych powinna działać spowalniająco na lekturę), a przy tym bawiącą również absurdem w dobrym gatunku. W końcu nie każdy bohater hoduje pantofelki i zabiera do psychoanalityka niechcianego współlokatora. Ale Wykładowca jest jedyny w swoim rodzaju.
    Strelnikoff dokonał tego, co wydawało się z góry skazane na niepowodzenie: poruszył temat bycia mężczyzną z przymrużeniem oka i bez powtarzania niepotrzebnych banałów. I w końcu udowadnia, że naprawdę "Fajnie być samcem".

    Izabela Mikrut, właścicielka i autorka bloga TU-CZYTAM

    Fajnie być samcem!
    W latach 1803–15 pisze Jan Potocki "Manuscrit trouvé à Saragosse", który zaczyna słowami: "Jako oficer wojsk francuskich uczestniczyłem w oblężeniu Saragossy". Jest więc Potocki francuskim mundurowym, pisze po francusku, a jednak nikt nie ma najmniejszej wątpliwości, że jest to literatura polska. Pokazał to może najlepiej Wojciech Has w filmie "Rękopis znaleziony w Saragossie" (1965 r.), z genialnymi rolami m.in. Zbigniewa Cybulskiego, Franciszka Pieczki, Ludwika Benoit, Krzysztofa Litwina etc., gdzie każdy widz rozumiał, że w tej baśni, horrorze, wykładzie filozoficznym, o Polskę przede wszystkim chodzi, jej szaleństwa, mistycyzmy i mroczne obsesje.
    Teodor Józef Konrad Korzeniowski (Conrad) pisał z kolei po angielsku. Konstanty Jeleński, tak jak Potocki, wysławiał się zarówno w polszczyźnie, jak i francuszczyźnie. Idem Wilhelm Apolinaris Kostrowicki (Apollinaire) czy sam Adam Mickiewicz podczas wykładów w Collège de France. Nikogo to jakby nie razi, acz mogłoby być przyczynkiem do oskarżeń o wynarodowienie i plucie na groby słusznych przodków. Wydawałoby się więc, że sytuacja odwrotna, kiedy cudzoziemiec pisze po polsku, powinna zachwycić narodową opinię publiczną. A już przynajmniej schlebiać nadwiślańskiej próżności. Nic z tych rzeczy. Książki Dmitrija Strelnikoffa, Rosjanina (ile takich wypadków znamy?) piszącego po polsku, umieszczane są regularnie na półkach literatury cudzoziemskiej między Stratemayerem i Strindbergiem. Żaden w tym oczywiście dyshonor. Nie ma to tylko nic wspólnego z przesłaniem i apelem pisarza.
    Antysemici mówili plugawie o Tuwimie, że tak się wgryzł w język polski, aż przegryzł na drugą stronę. Strelnikoff jest pisarzem języka polskiego, który zna i cytuje nawet Lucjana Rydla. To już chyba przegryzienie na stronę trzecią, czyli z powrotem do korzeni. Niechaj trafi to do szarych komórek urzędników w empikach, że może być -off na narodowej półce, gdzie w końcu jest miejsce i Leopolda St-affa. Nie będziemy się chyba kłócić o jedną samogłoskę.
    Tytuł najnowszej książki Strelnikoffa "Fajnie być samcem" (Iskry 2011 r.) może a priori oburzyć feministki. Niesłusznie! Niech najpierw przeczytają. Psychofilozoficzna baza rozważań w książce jest bezczelnie prosta. Samce, co ich wyróżnia i wprawia w dumę, mają penis. Chodzi jednak o to, żeby ów narząd w odpowiednich chwilach prostował się i wznosił. Tego jednak żaden samiec nigdy nie może być pewny. Stąd ciągła dolegliwa rozterka, na której samiec jest bez przerwy skoncentrowany, dylemat nieopuszczający go ani przez chwilę: stanie czy nie stanie.
    Tutaj pojawia się dwoistość postawy samca wobec życia. Z jednej bowiem strony, co jest niebywałym luksusem, ma tylko jeden problem w życiu (a więc fajnie być samcem); z drugiej strach przed ewentualnym brakiem wzwodu zmusza go do nieustannego stroszenia piór i szpanowania. To dlatego wyrusza samiec na wojny, uprawia politykę, odkrywa Amerykę albo dokonuje wynalazków. Mniej przekonującym wysiłkom samców poświęca Strelnikoff wiele pikantnych stron, które jednak omal nieodmiennie prowadzą do konstatacji, że poza nietypowymi jednostkami nieustannie "w jądrach powstaje testosteron, samczy hormon wywołujący pociąg do piwa, pornosajtów i maniakalnego oglądania telewizyjnych meczów piłki nożnej w gronie przyjaciół debili".
    Ale to też tylko swoista kokieteria. Strelnikoff podpatruje samców czujnym okiem i odnotowuje ich wszelkie zachowania, kiedy szpan staje się bezużyteczny, a wiatr codziennej historii położy im pióra po grzbiecie. Jacy wtedy stają się maleńcy, zahukani i potrzebujący pomocy. Myli się, kto by myślał, że w tym momencie autor triumfalnie wybija pointę. Wręcz odwrotnie – właśnie wtedy patrzy na nich z najwyższą czułością, a jego obserwacje samców zagubionych to niekiedy perełki psychologii i tego serdecznego zrozumienia, gdy rano za oknem przenikliwy deszczyk, a samiec wstaje z łóżka lewą nogą.
    Narracja Strelnikoffa rozbita jest, ogólnie rzecz biorąc (o szczegółach nie będę przecież opowiadał – sami państwo przeczytacie), na trzy splatające się wątki: wykłady o istocie samczości, które wygłasza autor na renomowanej wyższej uczelni, jego wizyty u psychoanalityka i życie codzienne ze zmienną liczbą kotów, spośród których Włodzimierz jest jego uprzywilejowanym interlokutorem, oraz przypadkowym menelem będącym swoistym alter ego Fiodora Dostojewskiego na przedmiejskim poziomie. Do psychoanalityka autor chodzi zresztą sam, a potem już z Dostojewskim do spółki. Oprócz tego dookoła dzieją się rzeczy tak ponoć oczywiste, że widok ich przekornego odczytania zmusza zmurszałych księgarzy do panicznego odkładania książki Dmitrija do działu obcokrajowców.
    Żeby było śmieszniej, jest Strelnikoff z wykształcenia biologiem (zoologiem?). Wszystko jest na tym świecie pokomplikowane: Jacek Cygan był cybernetykiem, Lewis Carroll matematykiem, Boy-Żeleński – lekarzem... Wiedza biologiczna Strelnikoffa pozwala mu okraszać obserwacje społeczne nieoczekiwanymi zgoła przykładami ze świata przyrody, które homo sapiensów sprowadzają brutalnie na miejsce. Od spotykanych w buszu nieśmiałych małpiątek, poprzez ulubione przez autora maleńkie pantofelki, po zwierzęta mogące się pochwalić penisami dziesięciokrotnie dłuższymi od Jamesa Bonda. A potem? Wszystko kończy się niby tak, jak wyrafinowany czytelnik, zapoznany z Freudem i Lacanem, od dawna przeczuwał. Samiec znajduje ukojenie w ramionach samicy. Tylko... tutaj ostatnia niespodzianka. Ta samica jest samcem. Toż:
    "Bóg pobrał od Adama kość. Jakby nie było materiał genetyczny. I stworzył z tego materiału samicę. Czyli czego dokonał? (...) To był pierwszy przypadek szybkiego i skutecznego klonowania, mój drogi! Jaki się z tego nasuwa wniosek?
    – Chyba nie chcesz powiedzieć...
    – Jasne, że chcę. Przecież to jest oczywiste. Kobieta też jest samcem!".
    Od lat nie przeczytałem równie optymistycznej i bliskiej mi książki. Nieważne, czy zwą mnie samcem czy samicą, czarnym czy białym, Rosjaninem czy Polakiem. Tak trzymaj bracie! Daruj nawet idiotom z księgarni, oni też z tego samego żebra.
    Ludwik Stomma, Polityka N39, 2011.

    Fajnie być samcem!
    Kobiety i mężczyźni różnią się między sobą pod wieloma względami. Nie chodzi tylko o kwestie fizyczne czy psychologiczne, ale o zwyczajnie różne pojmowanie niektórych spraw. Najnowsza książka Dmitrija Strelinkoffa nie jest w żadnym wypadku poradnikiem. Najnowsza książka Dmitrija Strelnikoffa to kwintesencja wybornego humoru. Najnowsza książka Dmitrija Strelnikoffa to - wreszcie - doskonała instrukcja obsługi mężczyzny. "Fajnie być samcem" zachwyca od pierwszej do ostatniej strony, a od książki – jak od dorodnego i przystojnego samca – trudno jest się oderwać.
    Narratorem powieści Strelnikoffa jest wykładowca biologii na jednym z uniwersytetów. Jest to samotny, trzydziestopięcioletni mężczyzna, mieszkający z kotem, którego cudownie ocalił z rąk bezwzględnej kobiety przed kastracją. Życie narratora toczy się głównie na uczelni. Tam też mężczyzna serwuje swoim studentom niezwykle pouczające wykłady dotyczące zwyczajów samców oraz postrzegania przez nich świata. Zachwyceni słuchacze mają okazję dowiedzieć się wiele nie tylko o fizycznych różnicach między samcem i samicą, ale przede wszystkim mogą poznać tajniki umysłu i zachowań samca, bystrego obserwatora, zdobywcy i wojownika. Wiele uwagi wykładowca poświęca także nietypowym przykładom samczych nawyków i umiejętności. Jedną z nich jest choćby rodzenie i opieka nad potomstwem przez koniki morskie. Paleta samczych barw jest ogromna. Narrator nie opisuje jedynie człowieka. Wręcz przeciwnie: na przykładzie zwierząt -poczynając od bezkręgowców, a na kręgowcach skończywszy - tłumaczy złożone zachowania mężczyzn. Obok wykładów, narrator prowadzi też coś na kształt życia osobistego. Uczęszcza na sesje terapeutyczne, jest uzależniony od plotkarskich stron internetowych, kupuje swojemu kotu Włodzimierzowi trzy kocice, a do jego mieszkania wprowadza się Fiodor Dostojewski. Ot tak, zwyczajne, samcze życie.
    "Fajnie być samcem" to książka, którą niezwykle trudno zaszufladkować. Zwykle czytelnik bez problemu stwierdza, że dany tekst należy stanowi przykład literatury pięknej, a tamta książka to z pewnością kryminał. Dmitrij Strelnikoff tworzy i serwuje swoim czytelnikom ze wszech miar nieprzyzwoitą hybrydę. Proszę Państwa, przed Państwem trochę faktów popularnonaukowych, garstka pikantnych ploteczek z życia gwiazd sceny i ekranu, rozmowy o życiu i śmierci z Dostojewskim oraz istny gabinet osobliwości z freudowskim terapeutą na czele. Co zatem czytelnik otrzymuje? Czytelnik trzyma w ręce wszystko – posiadł bowiem wiedzę o samczej osobowości.
    Książka Dmitrija Strelnikoffa zachwyca lekkością. Napisane prostym językiem teksty popularnonaukowe z czasem czytelnika nudzą. Nie ma w nich charakterystycznego dla twórczości Strelnikoffa "konkretu" oblanego subtelną, acz radującą oko i umysł nutką autoironii. Strelnikoff opowiada o zwyczajach samców z takim przekonaniem, z taką radością, z taką pewnością siebie, że nudne dla większości uczniów lekcje biologii stają się sceną niesamowitych wydarzeń, a słuchacz po prostu chłonie śpiewne nuty z ust wykładowcy.
    "Fajnie być samcem" to - oprócz doskonałej rozrywki - naprawdę ważna i niezwykle cenna publikacja. Wiele elementów książki Strelnikoffa można (a nawet trzeba) traktować z przymrużeniem oka, wiele jednak ma na celu uświadomienie czytelnikowi naprawdę ważnych spraw. Jeśli jesteś świadomą i wymagającą kobietą, to sięgnij - droga czytelniczko - po powieść Strelnikoffa, a dziwne zachowania twojego mężczyzny staną się dla ciebie w niewyjaśniony sposób jasne jak świeżo wymalowane pasy na jezdni. Jeśli jesteś inteligentnym, wykształconym mężczyzną, to - miły czytelniku - książka Strelnikoffa sprawi, że twoje codzienne nawyki objawią ci się w zupełnie nowym świetle i może wreszcie zrozumiesz, dlaczego twojej partnerce nie podobają się walające się po całym mieszkaniu skarpety.
    Publikację Dmitrija Strelnikoffa należy koniecznie przeczytać. Jeśli trafi ona w ręce czytelnika, a ten zajrzy chociażby na jej pierwszą stronę, to można mieć pewność, że w błyskawicznym tempie dotrze do jej końca. Wszechobecny dowcip, błyskotliwe żarty i niezwykle przyjemna narracja sprawiają, że "Fajnie być samcem" to książka niedościgniona. Mężczyzna to - jak udowadnia autor - po części dzikie zwierzę, po części potrzebujące opieki dziecko, a po części istota, którą kobiety uwielbiają tulić w swoich ramionach. Trudno zatem nie zgodzić się z autorem, że... po prostu: "Fajnie być samcem"!
    Magdalena Galiczek, Wortal literacki Granice.pl

    Dlaczego fajnie jest być samcem.
    W radiowej Czwórce o męskości, zwierzętach, mężczyznach i kobietach rozmawiamy z pisarzem Dmitrijem Strelnikoffem, autorem książki "Fajnie być samcem!".
    - To książka pełna humoru, autoironii, błyskotliwych żartów i zabaw słownych. Jest też ciepła i serdeczna. Ale to tylko jedna strona medalu. Druga strona jest irytująca, nieznośna i bezczelna – mówi o książce Dmitrija Strelnikoffa prowadząca audycję "Stacja kultury" Kasia Dydo.
    Autor, dziękując za szczerą recenzję, opowiada czym jest "samczość" i podaje przykłady na potwierdzenie tytułu swojego dzieła. – Samiec jest przez całe życie dzieckiem, ale nie musi chodzić do przedszkola, odrabiać lekcji i wolno mu kupować alkohol. To jeden z wielu tysięcy argumentów zawartych w książce - mówi.
    Strelnikoff podkreśla jednak, że świat samca nie jest tak prosty, jak mogłoby się wydawać. – To loty we śnie i upadki na jawie. To skomplikowana droga w poszukiwaniu odpowiedzi na podstawowe pytanie "Kim i po co jestem? Skąd pochodzę? Co ja tutaj robię?".
    - Zależało mi na tym, by książka nie była tylko okazją do śmiechu. To książka filozoficzna – zaznacza pisarz. We wprowadzeniu książki przeczytać możemy historię Adama, pierwszego mężczyzny. Autor wyjaśnia, że to właśnie w niej tkwią szczegóły…
    "Twarz samca pokrywa błoto, pot i krew. To nie oznacza, że ma on brudną twarz. To nie jest brud, to kwintesencja samczości, której korzenie łatwo jest zlokalizować, jeśli przypomnimy sobie gdzie pojawił się pierwszy ludzki samiec – Adam. Otóż, moi drodzy, pan Adam został stworzony z nieznanej bliżej materii samczej na łonie dzikiej natury. Nie w zadbanym ogródku w otoczeniu pelargonii i frezji, nie na uczesanym polu golfowym, tylko w totalnej rajskiej dziczy. I od tej pory każdy samiec bada tę dzicz i szuka z niej wyjścia. Światem samca jest zatem odkrywanie nowych lądów i próba zrozumienia własnej istoty."
    Co jeszcze warto wiedzieć o samcach? Jakie są inne argumenty potwierdzające stanowisko autora? Więcej dowiedzieć się można słuchając całej audycji.

    radio

    Polskie Radio, Czwórka, 07.09.2011, fot. W. Kusiński/PR

    "Fajnie być samcem!" w TOK FM, nagranie wywiadu z dnia 10.X.2011.




  • 2011 – "Złote ryby", powieść, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa.

    Złote ryby

    Opis wydawcy:

    Złote ryby zabiorą Cię w fascynującą podróż szlakami Europy i Azji i ścieżkami ludzkich umysłów.
    Współczesny Berlin. Norbert Hanke, syn Iranki Szirin Nakkasz i Niemca Horsta Hanke, przez lata był człowiekiem nieszczęśliwym. Przed jego przyjściem na świat ojciec miał sen, w którym spotkał wodne bóstwa oraz uroczego chłopczyka. Gdy opowiedział sen matce Norberta, ta wpadła w rozpacz, a krótko po urodzeniu dziecka umarła. Wtedy ojciec znienawidził syna. Po latach polska żona Norberta, Agata, przywraca mu duchową równowagę, jednak fatum nie opuszcza rodziny Hanke – córka Norberta i Agaty, choć fizycznie nic jej nie dolega, cierpi na głęboką melancholię. Czy podróż, w którą wybiera się Norbert, odpowiadając na tajemnicze wezwanie, odmieni jego życie? Wojny i narody; rodzinne szczęście i konflikt pokoleń; marzenia i upiory nocy; przyjaźń, zdrada i wybaczenie – w magiczno-przygodowej powieści Strelnikoffa wątki sensacyjne splatają się z wątkami historycznymi, psychologicznymi i filozoficznymi. Autor podróżuje w czasie i przestrzeni z niezwykłą swobodą.


    Tekst z czwartej strony okładki:

    Każdy wie, jak bardzo różnią się od siebie współczesny Berlin, Iran szachinszacha Pahlawiego i starożytna Scytia. Norbert Hanke – młody Niemiec, który przyjeżdża do Warszawy, by zamieszkać ze swoja polska narzeczona Agata – nagle dowiaduje się, ze coś te miejsca łączy. A właściwie: ktoś. To nie wszystko. Ku swemu przerażeniu Norbert odkrywa, ze on i jego najbliżsi sa w niebezpieczeństwie.

    Czy ryby wiedza cos o ludzkich losach? – zadaje sobie pytanie. Czy moja matka, Szirin Nakkasz, musiała zginąć, by ratować swoja przyszła wnuczkę? Nowa magiczno-przygodowa powieść Strelnikoffa to fascynująca podróż szlakami Europy i Azji w poszukiwaniu źródła rodzinnego dramatu.


    Nota autora:

    Kiedy kończę pracę nad książką, mam około tygodnia spokoju, który powoli, lecz nieuchronnie wyparowuje, pozostawiając mnie sam na sam z pytaniem – CO dalej? Wiec, gdy oddałem do wydawnictwa swoją poprzednią książkę – powieść "Wyspa" – już po krótkim czasie nie mogłem znaleźć sobie miejsca – to pytanie nie dawało mi spokoju. Wtedy przypomniałem sobie o swoich przodkach, którzy przez pewien czas mieszkali w Persji. A następnie o legendarnych Scytach – olśniewających duchach stepowych, którzy podbili pół Europy Wschodniej na długo przed tak zwaną nasza erą. Pomyślałem wtedy, że było by fantastycznie połączyć tamte czasy z teraźniejszością, tym bardziej, że istnieje na świecie naród, który po dziś dzień ma w swoim języku wiele scytyjskich słów. Oczywiście chciałem połączyć tę historię w jakiś sposób z Polską. Szukając tego sposobu dowiedziałem się o pewnym niezwykłym posągu, który jest przechowywany w Berlinie. Wskoczyłem wówczas do samochodu i popędziłem do stolicy Niemiec. Kiedy zobaczyłem ten posąg, cała książka samoistnie ułożyła się w mojej głowie. Tak powstały magiczno-przygodowe "Złote ryby".



    Z recenzji w polskiej prasie:

    W najnowszej książce Strelnikoffa jak w soczewce skupiają się wszystkie najlepsze cechy jego twórczości. "Złote ryby" to wiarygodna psychologicznie powieść o tym, jak fascynujące może być poznawanie własnych korzeni. [...]
    W powieści rzeczywistość miesza się z onirycznymi wizjami. Tytułowe wodne stworzenia symbolizują szczęście, z którego człowiek nie umie skorzystać, a bohaterowie książki Strelnikoffa częściej ufają swoim wrogom niż sprzymierzeńcom. To najlepsza rzecz tego autora. Połączenie filozoficznej refleksji z sensacyjnym zacięciem dało zaskakująco pozytywny efekt. Dobrze się stało, że ten Rosjanin zdecydował się pisać po polsku. Nasza rodzima literatura na pewno na tym zyskała.
    Damian Gajda, Kultura.onet.pl

    W książkach wielu z nas poszukuje trudnej do zdefiniowania magii. Czegoś co nas wzruszy, zaskoczy, da nam powód do rozmyślań... Ja znalazłam właśnie taką magię w "Złotych rybach" i polecam ją wszystkim, którzy pragną niezwykłej, czarującej opowieści… (…) Książka jest niezwykła. Przypomina nieco baśniową opowieść, pełną niesamowitych historyjek, przepowiedni i magii. Wraz z pisarzem będziemy wędrować w czasie i przestrzeni i oraz staniemy się świadkami nietypowych sytuacji. Atmosfera tajemniczości i powiew egzotyki, które będą nam cały czas towarzyszyć, kuszą bardzo i nie pozwalają oderwać się od książki.
    Portal Lubimy Czytać, autor recenzji użytkownik Kasandra.

    Piękna, poetycka, wzruszająca, symboliczna, niejednoznaczna książka.
    Bartek Wejman

    Złote ryby – trafiają w jedną z zaniedbywanych przez lata lub wypełnianych przez HP potrzeb człowieka. Tyle, ze magiczność i fantazja Strelnikoffa – nie zabiera nas w światy nie rzeczywiste. Baśń może się zdarzyć w rzeczywistych Niemczech, Polsce czy Iranie...Taki „keretowski” trip. Absurd tak bliski człowiekowi dzieje się niemal w sposób naturalny, tak rzeczywisty, że nikt nie śmie wątpić...Bo przecież realność sytuacji zmyślonej, może podważyć tylko ludzkie zwątpienie. Jeśli coś się po prostu dzieje – stajemy się bezbronni. Tak jak bezbronny wobec przedziwnej własnej historii jest bohater Złotych ryb. […]
    Strelnikoff nie przestaje nas uderzać swoją błyskotliwością i inteligencją. Nie sprzedaje nam jednak megamedialnej fabułki z domieszką szarlatańskiej plastikowej duchowości. Drugie dna są tu dużo głębsze niż w tanich magazynach dla kobiet i mężczyzn. W tym wszystkim jest kawał literackiego mięcha.
    Jarek Mixer Mikołajczyk

    W powieści rosyjskiego autora panuje klimat iście mroczny i niepokojący, utrzymujący czytelnika w napięciu.

    Empik.com, wpis użytkownika Bellatriks

    „Złote ryby” to powieść, która intryguje. Zadziwia. Nakłania do refleksji.

    Blogspot.com, użytkownik Hiliko

    [czytaj fragment]

    premiera: maj 2011
    wydanie: I
    gatunek: powieść
    oprawa: twarda
    format: 12,3 x 19,5 cm
    liczba stron: 248
    ISBN 978-83-7414-817-7

    Patronat:



  • 2010 – „Wyspa”, powieść, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa.



    wyspa

  • Opis:
    Wyspa, to utwór z pogranicza jawy i snu. O poszukiwaniu siebie. O błędach młodości. I o tym, czy można je naprawić i za jaką cenę…
    Plaża, na niej chłopiec, a w tle zarys wyspy – mężczyzna po raz kolejny patrzy na zdjęcie z wakacji, zrobione, gdy miał pięć lat. Szuka na nim czegoś, co zatracił w dojrzałym życiu. Czuje, że musi powróć do miejsca z przeszłości. Nie lubi pociągów, ale nie ma wyboru, inaczej nie sposób się tam dostać.

    W ostatniej chwili do przedziału dosiada się kobieta. Jej twarz wydaje się mężczyźnie znajoma. Podróż trwa kilka godzin, współpasażerka snuje bolesną opowieść o swym życiu, a konduktor – czy to możliwe?! – wymienia z nią porozumiewawcze spojrzenia. Im bardziej pociąg zagłębia się w noc, tym bohater mniej jest pewny, czy doczeka świtu...



    Z recenzji w polskiej prasie:

    Najnowsza mikropowieść Rosjanina ma zaledwie sto kilkanaście stron. Co jednak zasługuje na szczególną uwagę, każda z nich aż skrzy się od emocji. […] Strelnikoff przez cały czas bardzo umiejętnie, dzięki pełnym aluzji i niedopowiedzeń dialogom, trzyma czytelnika w niepewności. Zmusza go do zadawania sobie zwyczajowego Dickowskiego pytania: Co tu jest prawdą, a co jedynie jej pozorem? […]Rośnie nam pisarz dużego formatu.

    Sebastian Chosiński, Magazyn Kultury Popularnej Esensja.pl



    Świetny suspens, niepowtarzalny klimat, klaustrofobiczna atmosfera, dobrze nakreślone sylwetki bohaterów, a przede wszystkim mroczny niepokój egzystencjalnej opowieści o poznawaniu siebie – to główne zalety „Wyspy”.
    Jarosław Czechowicz, Portal Kulturalny G-punkt.pl


    Polecam ogromnie najnowszą książkę Strelnikoffa – „Wyspa” – wydaną
    przez W.A.B.
    Ludwik Stomma, Polityka, Nr 35, 28 sierpnia 2010

     

    Książka Dmitrija Strelnikoffa – znanego już w Polsce pisarza, który opublikował między innymi „Ruski miesiąc” – rzecz niezwykła. Całość dopełnia świetna robota redaktora i grafika. To prawdziwy majstersztyk w każdym calu. Mnie – ta genialna powieść rosyjskiego pisarza – przywołała obrazy pamięci z lektury „Zestawu do śmierci” Susan Sontag. Porównania do „Zbrodni i kary” Dostojewskiego są uzasadnione nie tylko ze względu na narodowość Strelnikoffa.
    Łukasz Grzesiczak, portal historyczny Histmag.org

     

    „Wyspa” Dmitrija Strelnikoffa, to bardzo tajemnicza powieść drogi.
    Powieść o podróży pociągiem ma w sobie elementy filozoficznej powiastki
    i kryminału. Książka przypomina trochę film Alfreda Hitchcocka „Starsza pani znika”.

    Kultura.PolskieRadio.pl

    Daleka od realizmu oniryczno-symboliczna narracja jest opisem podróży bohatera – nie wiadomo, czy faktycznie odbywającej się w przestrzeni geograficznej, czy jedynie wyobrażonej, wewnętrznej – swoistej pielgrzymki do ważnego dlań miejsca, jądra bardzo osobistego sacrum. Miejscem tym jest tytułowa wyspa, którą bohater odnajduje uwiecznioną w tle na swoim starym portretowym zdjęciu z dzieciństwa, zrobionym przez ojca podczas wakacji nad jeziorem. Zdjęcie to pewnego dnia zaczyna pełnić w życiu mężczyzny rolę swoistego włazu do świata pamięci – domeny tego, co zepchnięte w mrok, wyparte, a przecież wciąż ważne i nie pozwalające się całkiem wymazać.
    W całym tekście nie pada ani jedna nazwa własna – czy to osobowa, czy geograficzna. Zabieg ten w sposób szczególny uniwersalizuje wymowę utworu. Ucieczka od konkretu przenosi całą akcję w sferę niedosłowności oraz dylematów ogólnoludzkich – moralnych, egzystencjalnych, filozoficznych. To wszystko czyni z Wyspy dzieło z pogranicza Kafkowsko-Schulzowskiego oniryzmu i Camusowskiej paraboli. Jest też coś z atmosfery opowiadań Borgesa. Większość powracających na kartach książki motywów ma znaczenie szersze, nadbudowane nad dosłownym, podatne na interpretacyjną inwencję czytelnika. Zwięzła i oszczędna stylistycznie, acz niezwykle żywa narracja, w której nie ma miejsca na elementy nie wnoszące nic istotnego z punktu widzenia całości, potrafi utrzymać uwagę odbiorcy w skupieniu od pierwszej do ostatniej strony. Dostarcza przy tym satysfakcji na wielu poziomach – jako zgrabna fabuła, jako subtelna gra znaczeń czy jako przyczynek do refleksji.
    Szymon Majcherowicz, literatki.com

    „Wyspa” jest na pograniczu gatunków, jest i dreszczowcem, i powieścią sentymentalną – Dmitrij Strelnikoff umiejętnie balansuje na krawędziach usystematyzowanych form, zuchwale igra z przyzwyczajeniami i nastrojami odbiorców. Ta mała, nieco ponadstustronicowa książka jest jak spacer po mieście, do którego pojechało się pierwszy raz: lekturze towarzyszy zarówno niepokój, jak i ekscytacja.
    Od dziecka bałam się wody, do dziś nie umiem pływać. Próbowano mnie nauczyć, bezskutecznie, trudno mi dać się ponieść wodzie, zaufać jej, usystematyzować ruch zgodnie z jej regułami. Nie jest to paniczny lęk, ale nie igram z wodą, bo woda znaczy dużo, od zawsze. Strelnikoff wie o tym, dlatego nie pogrywa z wodą, daje jej swobodnie przeciekać między linijkami tekstu, pozwala słowom i wydarzeniom w Wyspie kapać, ociekać, rozmywać się. Przecież wyspa jest dzięki wodzie, woda ją definiuje. Trzeba wodę przemierzyć, żeby dostać się na wyspę. Udoskonalmy więc umiejętność pływania i głębokiego oddechu, zanim zaczniemy czytać, bo w wodzie kryją się tajemnice, a żeby te wydobyć, musimy się zanurzyć, zachłysnąć, obmyć.
    Trudno opowiedzieć fabułę Wyspy, nie psując zabawy, bo, zdradzając historię od początku do końca, wręczałoby się czytelnikom ułożone puzzle. Wystarczy więc to, co ujawnia notka wydawnicza: mamy mężczyznę, fotografa, spoglądającego na zdjęcie z wakacji, na którym jest jeszcze dzieckiem; fotografia ta wytrąca go z jego obecnego, ustatkowanego życia i każe poszukiwać historii będącej genezą zdjęcia. Bohater wyrusza więc w podróż do miejsca przedstawionego na fotografii. Ponieważ można się tam dostać jedynie pociągiem, zmuszony jest wybrać ten środek transportu. I właśnie w pociągu wydarzać się będą rzeczy niecodzienne, począwszy od pojawienia się współpasażerki uderzająco podobnej do partnerki bohatera z lat młodzieńczych oraz konduktora, równie znajomego i wydającego się w zmowie z kobietą, poprzez wszechobecną wodę, medium przemiany, aż po niepokojące flashbacki z życia fotografa, raz po raz przebiegające mu przed oczami niczym kadry filmu. Tyle. Wszystko, co dzieje się dalej, sięga zarówno w przód, jak i wstecz zarysowanej na pierwszych kartkach książki historii; siatka multiplikujących się w Wyspie znaczeń zaczyna tworzyć coś w rodzaju hamaka, na którym czytelniczka czuje się i wygodnie, i niepewnie: jeśli dobrze się ułoży, może zanurzyć się we śnie, rytmicznie ukołysana, ale wystarczy jeden gwałtowny ruch i rąbnie boleśnie o jawę. Wyspa jest więc na pograniczu gatunków, jest i dreszczowcem, i powieścią sentymentalną – Strelnikoff umiejętnie balansuje na krawędziach usystematyzowanych form, zuchwale igra z przyzwyczajeniami i nastrojami odbiorców. Ta mała, nieco ponadstustronicowa książka jest jak spacer po mieście, do którego pojechało się pierwszy raz: lekturze towarzyszy zarówno niepokój, jak i ekscytacja.
    Tempo Wyspy jest znakomite, szkoda czasu na drapanie się po głowie, tym bardziej, że końcówka powieści Strelnikoffa działa jak złapanie porządnego oddechu po wynurzeniu się z wody – nie dość, że tworzy ładną kodę, to i znaczy na nowo wszystkie strony, kartkowane wstecz. Działa trochę jak odpływ, zabiera ze sobą całą historię, aby za chwilę rzucić ją z powrotem na brzeg w innej postaci, obmytą z piasku, przystrojoną czymś zupełnie nowym.
    Nie ukrywam, że dużą zaletą Wyspy jest dla mnie obecna w książce tematyka kobiecej natury, niedostępnej, ukazywanej mężczyźnie skrawkami. Autor obnaża swoją wrażliwość na to, co kobiece, ukryte pod warstwą pudru, wie, że każda z nich [kobiet] niesie z sobą cały świat, składający się ze ściśle ułożonych kryształów pamięci, niektórych przejrzystych, a innych tak ciemnych, że nie można (...) od razu dostrzec tego, co w sobie kryją. Zresztą Strelnikoff bez ogródek zdradza, że tytułowa wyspa to kobieta, do której bohater nigdy nie dotarł i nie dotrze.
    Wyspa to opowieść o poszukiwaniu własnej historii, o próbie określenia swojej tożsamości. Spacer ścieżką pamięci nie należy zwykle do relaksujących, ma w sobie element owego dreszczowca, z którego czerpie Strelnikoff. Trzeba uwolnić myśli ze smyczy tkwiącej w żelaznej ręce czegoś, co nazywam zdrowym rozsądkiem, poluźnić gorset racjonalności i dać opowieści przeciekać przez szczeliny. Sens powinien ujawnić się gdzieś na granicy jawy i snu, wspomnień i wydarzeń teraźniejszych, niedomówień i wyjaśnień.
    Strelnikoff maluje też laurkę dla fotografii, mapę Wyspy tworzy bowiem zbiór klisz pokazanych czytelnikowi niczym album fotografii otworkowej. Książka staje się camera obscura, tekst w niej ukryty jest światłoczuły, każde wertowanie kartki to otwieranie migawki, naświetlanie znaczeń. Wywołujemy zdjęcia wraz z bohaterem-fotografem, którego w końcu mamy okazję zobaczyć: Strelnikoff wyprowadza go zza aparatu, ujawnia zarówno jego osobę, jak i tajniki jego pracy. Fotograf staje się fotografowanym, w niego wymierzony jest obiektyw, spojrzenie autora przejmuje władzę: to ono czeka na odpowiednie światło, ono kadruje. Tożsamość bohatera-fotografa zostaje potraktowana lampą błyskową, a my, czytelnicy, jesteśmy wraz z autorem niczym paparazzi, którzy przyłapują gwiazdę bez makijażu, z tą różnicą, że nie szukamy sensacji – szukamy odpowiedzi.
    Czytałam Wyspę, jadąc autobusem, padało; gdybym była w pociągu, przyglądałabym się pewnie nieufnie współpasażerom, poszukując w nich własnych wspomnień. Nietrudno poddać się tej książce, bo nie tylko jej treść, ale i sposób wydania jest bardzo sugestywny: numery stron niczym numery miejsc na drzwiach przedziału, intermedia w formie fotografii, na których dopisano wiadomość. Jest w Wyspie niepokój, spryskany na końcu mgiełką ukojenia, jest napięcie nie pozwalające się zgarbić, jest literacka kofeina. „Mała rzecz, a cieszy” – można by zareklamować książkę Strelnikoffa, choć uciecha to za mało, Wyspa hiperwentyluje, w sensie terapeutycznym, jest jak dobra sesja oddechowa. Polecam. Poprawia krążenie.
    Anna Wajner, e-splot.pl

    "Wyspa" to powieść, która łączy klimat Kinga z kafkowskimi dylematami.
    Paulina Małochleb, miesięcznik Nowe książki, Nr11, 2010

    Nie jest to pierwsza powieść, w której pojawia się wyspa, jednak sposób, w jaki się pojawia u Strelnikoffa sprawia, że książka staje się niezwykła… Książka jest doskonała. Nie ma w niej zbędnych słów. Można by co najwyżej powiedzieć, że jest ich za mało, bo do budowania napięcia nie służą tu opisy czy wyjaśnienia, ale niedopowiedzenia i emocje i tak naprawdę nie wiadomo do końca, co jest rzeczywistością, a co wymysłem wyobraźni; co opowieścią z przeszłości, a co teraźniejszością.
    Bukowniczek.blogspot.com

    Tytułowa "wyspa" jest przedziałem nocnego pociągu. Klaustrofobicznym przedziałem sypialnym. Brak w nim powietrza, akcja jest gęsta, noc bardzo mokra. Sen miesza się z jawą, zdarzenia stają się jeszcze bardziej nieprawdopodobne. Tu idzie o śmierć, obsesyjne pożądanie i ludzkie życie.
    Łukasz Grzesiczak, Tygodnik Przegląd

    Często jest tak, że gdy trafiamy na ciekawą i interesującą książkę, chcemy z nią obcować jak najdłużej – najlepiej by było, gdyby miała kilkaset stron… Czujemy niedosyt, gdy kończy się ona w najmniej odpowiednim momencie. Czasem jest tak, że gruba książka nudzi nas już na samym początku, albo gdzieś w połowie, a gdy uda nam się dobrnąć do końca, stwierdzam, że mogłaby być krótsza – najchętniej wyrzucilibyśmy te wszystkie zbędne i nikomu nie potrzebne opisy, które sprawiają, że jest przegadana i nudna. Innym razem trafiamy na książkę, która jest w sam raz – nie jest przegadana, zawiera w sobie odpowiedni ładunek emocji, a na dodatek kończy się w odpowiednim momencie – nie za wcześnie, nie za późno, dając nam satysfakcję z lektury. Taką książką bez wątpienia jest "Wyspa"… 116 stron, które nie dają o sobie zapomnieć. "Wyspa" to bardzo dobra powieść, w której jawa i sen raz po raz przeplatają się ze sobą, dzięki czemu czytelnik zatraca granicę pomiędzy tym co prawdziwe, a tym co nierealne. Bohater książki udaje się w podróż w poszukiwaniu sensu istnienia i własnej tożsamości – to wewnętrzny głos skłania go do odbycia podróży w miejsce, w którym już kiedyś się znalazł. Jego decyzja może mieć ogromny wpływ na nas, czytelników – podczas lektury tej mini powieści niezwykle trudno jest się uwolnić od własnych demonów bądź wspomnień, które nagle ożywają w naszej pamięci. Czytając "Wyspę" miałam wrażenie, że oglądam film… Myślę, że to dlatego, że Dmitrij Strelnikoff świetnie dawkuje napięcie, dzięki czemu jego książka przypomina idealnie skonstruowany thriller psychologiczny. Podczas lektury "Wyspy" nie opuszczało mnie wrażenie, że gdzieś już z podobnym nastrojem i atmosferą się spotkałam – klimat książki Strelnikoffa przypomina mi to, co można odnaleźć w filmach Kubrick'a, np. w Lśnieniu, co jest ogromnym plusem tej książki. Ciągła obecność czegoś, czego nie da się racjonalnie wytłumaczyć, nie pozwala oderwać się od tej książki – nie tylko do ostatniej strony, ale jeszcze długo po zakończonej lekturze.
    Katarzyna Wójcik, Molksiazkowyy.blogspot.com

    Skromna fioletowa okładka skrywająca niewiele ponad 100 stron, zawiera w sobie więcej akcji, niedomówień i emocji niż niejedne tomisko… Wyspa to książka, którą czyta się niesłychanie szybko. Nie tylko z powodu małej objętości. Ona najzwyczajniej w świecie wciąga. Styl autora sprawia, że nagle stajemy się pasażerami nocnego pociągu, siedzimy w jednym z przedziałów, obawiamy się przecieków, nie ufamy konduktorowi z nożem, a na koniec wypadamy za burtę. Autor fantastycznie poradził sobie z budowaniem napięcia. Klimat przestarzałego pociągu, burzy i niepokojących znaków śmierci przejmuje władzę nad czytelnikiem. Pomysł jest bardzo dobry. A jedną z większych zalet jest to, że powieść można odebrać na dwa sposoby. Historię można czytać jak zwykły dreszczowiec albo jak prawdziwy thriller psychologiczny. W zależności od czytelnika, książka może być równocześnie zwykłym spójnym tekstem z fabułą, a z drugiej strony budzącą strach książką zapełnioną alegoriami i symbolami. Zwieńczeniem tego wszystkiego jest oczywiście świetna oprawa. Numeracja stron stylizowana na numery miejsc z pociągu czy też czarno-białe fotografie, rozpoczynające każdy rozdział. Te elementy wykonują dodatkową funkcję i dopełniają atmosferę. Książkę polecam wszystkim bez wyjątków. Wyspa to wbrew pozorom powieść, nad którą można się pogłowić nawet po skończeniu ostatniej strony. Zachęca do sięgnięcia po kolejne pozycje autora…
    Femme, Nakanapie.pl



    [czytaj fragment]

    Literatura piękna
    seria: poza seriami
    wydanie: I
    premiera: sierpień 2010
    gatunek: powieść
    oprawa: twarda
    ISBN 978-83-7414-863-4

    Patronat:
    interiadlaczego

  • 2009 – „Nikołaj i Bibigul”, powieść, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa. Zobacz i przeczytaj więcej.

    Nikolaj i Bibigul

    Opis:
    Nikołaj Mienszykow, zamożny rosyjski biznesmen w wieku średnim, rozdarty między Moskwą i Paryżem, otrzymuje osobliwy prezent urodzinowy: list od dawno zmarłego przodka z informacją o czekającym na niego skarbie. Wyrusza do Ałmaty w Kazachstanie – miasta swojego dzieciństwa. Podróż okazuje się twardą konfrontacją z rzeczywistością: zmienili się ludzie, obce stały się miejsca, trudno odnaleźć nawet grób dziadków, a rodzinnej kamienicy broni przed rozbiórką wariatka. Duma dawnego kolonizatora miesza się w Nikołaju z rozgoryczeniem i poczuciem wszechogarniającej straty. A to dopiero początek wyprawy śladami przodków. W pechowych dla siebie okolicznościach spotyka Bibigul – młodą kobietę, która proponuje mu niebezpieczną grę...

    W Nikołaju i Bibigul pierwszorzędna intryga przygodowa sąsiaduje z celnymi obserwacjami reportażowymi i opisami egzotycznego kraju. Strelnikoff, autor bestsellerowego Ruskiego miesiąca, tym razem walczy ze stereotypem Rosjanina i Kazacha, wprowadzając czytelnika w postkolonialną rzeczywistość pogranicza Europy i Azji. Zobacz i przeczytaj więcej!

    Fragment opisu powieści „Nikołaj i Bibigu” w katalogu W.A.B., jesień-zima 2009 (tłumaczenie z angielskiego):


    Nikołaj i Bibigul to zaskakująca powieść. Poza głównym wątkiem – przygodą, są w niej elementy dreszczowca, a jej podłoże stanowi powrót do korzeni, który w połączeniu z magicznymi, czasem ponadnaturalnymi zjawiskami dodaje specyficzny smak post-sowieckiej rzeczywistości. Tę książkę można porównać do „Stu lat samotności” Gabriela Marqueza czy „Istambułu” Orhana Pamuka, ale jest w niej jeszcze coś. Opowiedziana historia wciąga, jej świat jest namacalny, postacie pełnokrwiste, a język – płynny, wartki i urzekający.


    Obejrzyj materiały video promujące powieść „Nikołaj i Bibigul”:
    Klip I – Nikołaj i Bibigul – Życie to Nowe Gałęzie.
    Klip II – Nikołaj i Bibigul – zwiastun.



    Z recenzji w polskiej prasie:

    Początkowo czyta się jak XIX-wieczną prozę. Gęsto od opisów, przymiotników i zapachów. Ale za chwilę czytelnik stwierdza, że uległ złudzeniu porządku i solenności. Zostaje zarzucony tysiącem nitek, z których każda prowadzi do innego wątku. Nitki się plączą, uwaga czytającego napina – jest ciekawie.
    Dorota Maj, Tygodnik „Wprost”, nr 50, 2009

    Powieść Strelnikoffa zachwyca doskonałym wyważeniem pomiędzy sprawami polityczno-społecznymi a wątkami metafizycznymi. […] „Nikołaj i Bibigul” to powieść skłaniająca do głębokich refleksji. Być może skłoni ona czytelnika do zastanowienia się nad sprawami wielkiej wagi, a może tylko zachwyci własnym, niepowtarzalnym urokiem. Książka Dmitrija A. Strelnikoffa to powieść, do której chce się wracać, i którą można czytać wielokrotnie. Za każdym bowiem razem odkryje się wraz z Nikołajem nowe skarby, nowe elementy zagadki, którą jest życie i poczucie własnej przynależności i tożsamości narodowej.
    Magdalena Galiczek, Wortal Literacki Granice.pl

    Po pierwsze, rosyjski pisarz mieszkający w Warszawie i tworzący po polsku; co samo w sobie jest ciekawe. Po wtóre, jego powieść „Nikołaj i Bibigul” jest jak przepastna sakwa, w której zmieści się bardzo dużo, a nawet jeszcze więcej. […] Jest w tej książce również coś, co – zdaje się – nie pasuje do klimatu lekkiej, rozrywkowej powieści. Choć – sądzę – nie napisało się to Strelnikoffowi przypadkiem. To drobiazgowy zapis relacji między Rosjanami a Kazachami, dla mnie akurat najciekawszy, bo precyzyjny i bezlitosny.
    Paweł Smoleński, Gazeta Wyborcza, 21.XII.09

     

    W „Nikołaju i Bibigul” autor walczy ze stereotypem Rosjanina i Kazacha, wprowadzając czytelnika w egzotyczną dla nas rzeczywistość swojego rodzinnego miasta, okraszoną nieprawdopodobną przygodową intrygą.
    Sukces, N1, 2010


    Czemu na świecie mało jest tak niesamowitych książek? Takie pytanie nasuwa się po przeczytaniu powieści Strelnikoffa „Nikołaj i Bibigul”. Jest to niesamowita książka o szukaniu własnej tożsamości, sensu życia i miejsca w którym czujemy się najlepiej. Pięknie napisana, przenosząca nas w dziki i niebezpieczny Kazachstan historia bogatego biznesmena, Rosjanina Nikołaja, który powraca do rodzinnych stron w celu wypełnienia tajemniczego testamentu dziadka. Jest to podróż pełna sentymentalizmu, wspomnień, gorzkich obserwacji i niebezpiecznych przygód. Realizm miesza się z surrealizmem, czytelnik wraz z głównym bohaterem zatraca poczucie rzeczywistości, a wszystko to po to, żeby zrozumieć jak ważne w naszym życiu jest miejsce z którego pochodzimy, nasi przodkowie i historia. Akcja powieści pląta się niczym w filmie "Efekt motyla" i prowadzi do zaskakującego finału. Język jakim posługuje się autor pełne jest poetyckiego smaku, psychologicznego zacięcia i ironicznego tonu. Strelnikoff stworzył filozoficzne dzieło, które jak myślę, będzie przywoływane przez długie lata. Dzieło ponadczasowe i piękne, które długo po przeczytaniu zostaje w pamięci. Polecam!!!
    Opinia Czytelnika na lamach portalu MERLIN.PL (MateuszF84)

     

    Początek zapowiada nietuzinkową historię i jest nią w istocie. [...] Chociaż „Nikołaj i Bibigul” kontynuuje pewne myśli zawarte w pierwszej powieści autora, mamy tu do czynienia z zupełnie inną historią. Historią, w której ważne jest wszystko to, co niejasne, rozmyte, niedookreślone. Dodatkowo okraszoną porcją kryminalno-sensacyjnej intrygi i symboliką, która każe opowieść Strelnikoffa łączyć z pewną tradycją rosyjskiego pisarstwa.
    Tajemnicza tytułowa Bibigul to nie jedyna postać, która wzbudzi zainteresowanie czytelnika. Strelnikoff wyraźnie kreśli wszystkich bohaterów swojej książki i każdy z nich ma duże znaczenie dla zrozumienia tego wszystkiego, co stanie się udziałem Nikołaja. Losy tadżyckiej prawniczki Damieli w misterny sposób splotą się z misją Nikołaja, której finał będzie tyleż nieoczekiwany, co wieloznaczny.
    „Nikołaj i Bibigul” to opowieść o symbolicznej wędrówce po bezdrożach, o przekraczaniu granic, jakie stawiamy sobie sami i o tym, jak w magiczny sposób można ożywić przeszłość tylko po to, by zrozumieć, czym jest teraźniejszość.
    Jarosław Czechowicz, Krytycznym okiem.

     

    To typowe dzieło rozdroża. Po pierwsze: Zrodziło się gdzieś na przecięciu się kultur rosyjskiej i kazachskiej. Po drugie: Odwołuje się zarówno do tradycji wielkiej rosyjskiej prozy XIX wieku, jak i pełnymi garściami czerpie z doświadczeń postmodernizmu.

    Sebastian Chosiński, magazyn kultury popularnej Esencja.

    "Nikołaj i Bibigul" to niezwykła książka, to powieść, w której jawa miesza się ze snem, legendy z przeszłości z realiami czasów współczesnych, to opowieść rozgrywająca się w namacalnej rzeczywistości Siedmiorzecza oraz w nieuchwytnych, najskrytszych zakamarkach ludzkiej duszy.
    Quaffery, Mojelektury.blogspot.com



    Seria: poza seriami
    Wydanie: pierwsze
    termin wydania: 10 listopada 2009
    liczba stron: 321
    oprawa: twarda

    format: 12,3 x 19,5 cm
    ISBN 978-83-7414-693-7

    Patronat:
    tvp2 interiadlaczegopolkiplindependentgranica.plradiopin

     


  • 2008 - "Ruski miesiąc", powieść, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa. Wydanie I. (Wydanie II poprawione – luty 2009)

    "Ruski miesiąc" znalazł się na liście bestsellerów sieciowej księgarni Matras, sklepu internetowego Merlin oraz w dwudziestce najlepiej sprzedających się książek wydawnictwa W.A.B. -
    obejrzyj klip promocyjny

    27 marca 2010 roku na deskach Teatru im. Aleksandra Sewruka w Elblągu odbędzie się premiera spektaklu „Ruski miesiąc”, sztuki będącej teatralną adaptacją powieści „Ruski miesiąc”. Reżyseria i opracowanie muzyczne: Giovanny Castellanos; adaptacja: Łukasz Molski; scenografia i kostiumy: Aneta Suskiewicz. Zobacz i przeczytaj więcej!



    ruski miesiac

    Opis:

  • Polska widziana oczami mieszkającego w Warszawie Rosjanina. „Ruski miesiąc”, pierwsza powieść Dmitrija Strelnikoffa, jest książką dowcipną, pełną werwy i pod wieloma względami odkrywczą. Już na wstępie czytelnik dowiaduje się, że autor dedykuje książkę carowi Aleksandrowi I, sugerując, że to właśnie on jest pomysłodawcą utworzenia pierwszej w historii trwałej federacji państw europejskich – Unii Europejskiej. Unia, pod nazwą Święte Przymierze, stworzona z inicjatywy rosyjskiego monarchy powstała w 1815 roku czyli prawie 200 lat przed narodzinami obecnej UE.
    Piotr Smirnoff, główny bohater „Ruskiego miesiąca”, to dla Polaków postać wielce podejrzana. Pochodzący z Moskwy młody człowiek, który czerpie dochody z dziwnych źródeł – sprzedaje motyle. Rozwodnik, a sądząc po nazwisku, zapewne także miłośnik mocnych alkoholi. Prawosławny chrześcijanin w katolickiej Polsce, który na dodatek wykazuje żywe zainteresowanie kultem rdzennych słowiańskich bóstw – Swaroga, Peruna i Świętowita. Czy trudno się dziwić, że Kościół katolicki nie chce mu dać pozwolenia na ślub z piękną Polką – Stasią? Sprawa może się otrzeć nawet o Watykan. „Ruski miesiąc” to zaiste filmowa historia współczesnego ślubu międzynarodowego, który ma się odbyć w pępku starej dobrej Europy.
    Z perspektywy Piotra cała sytuacja przedstawia się jako pasmo niewyobrażalnych absurdów, a wolna i demokratyczna Polska przełomu XX i XXI wieku to dla niego kraj budzący nieustanne zdumienie. Piotr nie może uwierzyć, że Polacy są dumni ze swoich żołnierzy, którzy będąc najemnikami w armii francuskiego dyktatora Bonaparte, najechali na walczącą o swoją wolność Hiszpanię. „To tak, jak by Rosjanie byli dumni z tego, że zabili w Katyniu 20 tysięcy polskich oficerów i przedstawicieli inteligencji!” – myśli główny bohater powieści Strelnikoffa. Współczesna Polska jawi się Piotrowi jako kraj kontrastów: z jednej strony bogata kultura i niezwykła siła ducha narodu, z drugiej zaś ksenofobia i nieustające borykanie się z problemem określenia własnej tożsamości. Piotr zauważa, że choć Polska to wolny kraj, umysły wielu jego mieszkańców nadal są za kratami – między innymi: fanatyzmu religijnego i chorobliwego, nieadekwatnego strachu przed tak zwaną „Azją” – krajami nie wchodzącymi w skład UE i NATO. Przemierzając Warszawę, Smirnoff rozmyśla nad tym, co Polaków i Rosjan łączy, a co dzieli. Celnie trafia przy tym w stereotypy i fobie, na których jedni i drudzy od lat budują poczucie swojej narodowej wartości.
    Główny bohater „Ruskiego miesiąca” jest obywatelem świata. Interesują go ponadnarodowe wartości – miłość, poszukiwanie Boga i zrozumienie Przyrody. Smirnoff jednak nie jest infantylnym marzycielem, ten człowiek twardo stąpa po ziemi. Strelnikoff pokazuje współczesnych Rosjan jako ludzi otwartych na świat, którzy mieszkają gdzie chcą i są świadomi potęgi swojego państwa oraz jego słabych stron. Obnażając hipokryzję w ocenie ważnych faktów historycznych przez wciąż przeciwstawiające się sobie państwa Eurazji podzielonej na tak zwany „Wschód” i „Zachód”, Piotr Smirnoff podkreśla, że każdy człowiek ma swój prywatny świat, który nie koniecznie mieści się w granicach państwa, w którym się urodził. Bohater „Ruskiego miesiąca” cieszy się, że ma swoją Rosję i swoją Polskę, które stanowią w jego życiu nierozerwalną całość, wzmocnioną miłością do kobiety i świadomością tego, że podziały są wyłącznie dla tchórzy i głupców.

    Z recenzji w polskiej prasie:

    Zaczyna się więc szaleństwo, które Dmitrij Strelnikoff opisuje z przymrużeniem oka, ale jednocześnie z fenomenalnym wyczuciem smaczku tych realiów, do których już tak przywykliśmy, że zgoła ich nie zauważamy albo przyjmować bylibyśmy je skłonni za normalność. Kto w Polsce umie jeszcze śmiać się sam z siebie, MUSI przeczytać tę książkę. [...]
    Zachwyciłem się tą książką. Gdybym miał pieniądze, ufundowałbym Dmitrijemu Strelnikoffowi 365 Nobli na 365 dni w roku.
    Ludwik Stomma, Polityka, nr 43, 2008


    Książka celnie trafia w stereotypy i fobie polsko-rosysjkie, a przy tym jest szalenie dowcipna, odkrywcza i napisana z werwą. I jest to pean na cześć Polek.
    Gala, nr 28, 2008


    Dmitrij Strelnikoff zdobył popularność dzięki telewizyjnemu show „Europa da się lubić”. Jego książka „Ruski miesiąc” jest również brawurowa.
    Sukces, nr 7, 2008


    Jeśli do naszych rąk trafia książka pisana przez obcokrajowca, istnieje obawa, że będzie ona bogata w narodowościowe porównania. Autor „Ruskiego miesiąca” daleki jest od takich skłonności. Wyczułem zadowolenie z tego, że przebywa wśród Polaków, poznaje nowe zwyczaje i lokalne tradycje. Mimo głębokiego związku ze swoimi korzeniami, nie zauważyłem w pisarstwie Strelnikoffa gloryfikacji Rosji. Jego wypowiedzi są bardzo opiniotwórcze i nie skażone osobistymi przesłankami.
    Mimo, iż jest to powieść pisana z perspektywy Rosjanina, jej nastrojowość przypomina raczej dobrze skonstruowane utwory Bohumila Hrabala. Podobnie jak czeski mistrz pióra, Strelnikoff tworzy tekst ozdobiony licznymi dygresjami i zjadliwymi komentarzami. Nie bez kozery nazywa miejsce, gdzie przyszło mu teraz egzystować - „krajem, w którym przysmakiem jest grillowane mięso dzika”.
    Zbiór paradoksów i nieprzewidzianych historii, które spisał Strelnikoff jest doskonałą pożywką dobrego, wysublimowanego poczucia humoru. Jednych ta książka rozbawi do łez, a drugim da do myślenia.
    Damian Gajda, wortal literacki Granice.pl


    Smutno-śmieszno-gorzka pozycja o stereotypach dotyczących stosunków z jednym z naszych najbliższych sąsiadów. Jakże trudnych stosunków! Jednak tym razem mamy do czynienia z sytuacją jak najbardziej współczesną oraz jak najbardziej szczęśliwą, wesołą a mianowicie ze ślubem. Czy łatwo jest w Polsce wziąć ślub kościelny? Z innowiercą? Z rozwodnikiem na domiar złego? Ile jest w tym biurokracji, a może morze tolerancji oraz otwartości w naszym kraju ułatwi młodej parze przygotowania? Jedno jest pewne - nad tym wszystkim unosi się swoisty klimat kafkowsko-czechowsko-gogolewski.
    Aneta Sandecka, portal MerlinKsiazki.pl


    Bez owijania w bawełnę autor odsłania małostkowość Polaków i szacownych instytucji. Tylko czy mamy się z czego śmiać? Do bólu prawdziwy jest obraz polskiego urzędnika - zarówno państwowego jak i kościelnego. Wciąż bardziej wierzymy w zabobony niż sięgamy po książki, by uzupełnić swoją wiedzę. Ale i Strelnikoff ma swoją misję, chce pokazać Rosjan jako ciekawych ludzi. Kiedy Polacy z czułością wspominają Napoleona, Rosjanie wolą pamiętać o Borodino i carze Aleksandrze. Takich historycznych smaczków jest wiele i warto jest się z nimi zapoznać.
    Serwis dla kobiet Fashiondoctors.pl


    Kiedy w radiowej „Trójce”, poproszono Dmitrija Strelnikoffa o komentarz do wyborów prezydenckich w Rosji dziennikarz odparł, że nie jest politykiem, tylko biologiem. Najbardziej znany z Rosjan zamieszkałych w Polsce musiał jednak oswoić się z myślą, że nie ucieknie od roli rzecznika spraw rosyjskich. W „Ruskim miesiącu” poświęca im niemało miejsca, potwierdzając, że daleko mu do pokory i akceptowanej w naszym kraju politycznej poprawności.
    Marta Mizuro, portal Empik.com

    Przerażająco prawdziwa lektura o polskiej mentalności… Podziwiam autora, że było go stać na tak humorystyczne potraktowanie perypetii urzędniczo-kościelnych, antysemityzmu, rusofobii, zwykłej ludzkiej głupoty i bezmyślności… Kafka i Gogol w jednym.
    Bookfa.blox.pl



    „Ruski miesiąc” znalazł się na liście bestsellerów sieciowej księgarni Matras, sklepu internetowego Merlin oraz w dwudziestce najlepiej sprzedających się książek wydawnictwa WAB.




    [czytaj fragment]


    seria: poza seriami
    data premiery: 2 maja 2008
    wydanie: I
    oprawa: twarda
    format: 12,3 x 19,5 cm
    ISBN 978-83-7414-427-8

    patronat:

    trojka tvp2 interia korba studencka


  • 2007 - "Nocne życie aniołów", zbiór opowiadań, Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa.

    nocne zycie

    Opis:

    Snu somnambulika
    Historia młodego człowieka w czterech odsłonach: od chwili, kiedy jako sześciolatek, przebywając na wakacjach u dziadków w Azji Środkowej, zadaje sobie pytanie "Skąd się biorą dzieci?" i "Jak to się robi?", do momentu, gdy jako osoba dorosła desperacko szuka rozrywki w alkoholu i wśród kobiet lekkich obyczajów. Tak zabija Czas Nudy, z którego nie może i nie chce znaleźć wyjścia. W opowiadaniu są elementy oniryczne, wizje senne głównego bohatera, który w pierwszej osobie opowiada o swoim życiu: dorastaniu i erotyce, licznych przygodach, między innymi w sowieckim wojsku, czyni to często w sposób ironiczno-satyryczny.

    Łunudi
    Romantyczna opowieść o poszukiwaniu Miłości, próba definicji tego zjawiska i jego znaczenia. Intrygująca historia pewnego podrywu, znajomości, próby zbliżenia się bohatera do świata wewnętrznego młodej fryzjerki, trwającej w związku z innym mężczyzną. Do wykonania tego kroku bohatera popycha brak spełnienia, niedosyt wrażeń uczuciowych. Jednak przeszkadza mu bagaż jego doświadczeń życiowych, co doprowadza do sytuacji, w której bohater nagle się poddaje. Nie podejmuje dalszej walki o względy swojej "wymarzonej kobiety", choć wie, że ma szansę wygrać. Zdaje sobie sprawę, że jego prawdziwa walka dawno się odbyła i czas już schować broń.

    Uśmiech Homara
    Satyryczny obraz walki z sumieniem, które nie pozwala bohaterowi uwieść żony przyjaciela.

    Placenta
    Opowiadanie o drodze, pod czas pokonywania której bohater odkrywa, że rzeczy zwykle uznawane za banalne i pospolite mogą być najważniejszymi rzeczami w życiu. Historia pewnej odrzuconej przyjaźni. Słowianofilskie opowiadanie o Lwowie i Wrocławiu, o Polakach i Rosjanach. O wspólnej polsko-rosyjskiej historii – naszej placencie. W tym opowiadania zostały złamane niektóre polskie tabu: nie mówienie o polskich grzechach wobec innych narodów oraz nie mówienie o szemranej przeszłości niektórych polskich bohaterów narodowych (takich jak J. Piłsudski). "Placenta" zawiera wątki sensacyjne, historyczne i metafizyczne. Główny bohater zostaje uwikłany w tajemniczą historię, której centralnym punktem są listy młodej lwowianki pisane do niego pod czas jego służby w wojsku.

    Nocne życie aniołów
    Jedna noc z życia Anioła Stróża, którego marzeniem jest, by pewna młoda mieszkanka Krakowa zobaczyła go – Anioła siedzącego pod dachem kościoła Mariackiego. Jednak nie tylko o tym myśli i nie tylko tym się zajmuje: Anioł obserwuje bardzo różnych ludzi mieszkających w Warszawie, Sankt-Petersburgu, Moskwie, Krakowie i Wrocławiu, słucha ich, próbuje z nimi rozmawiać, a w międzyczasie zwiedza księżyc i pilnuje ruchu komet. Historię tę opowiada narrator, człowiek pracujący w agencji reklamowej, będący wcielonym strumieniem świadomości Anioła.

    [czytaj fragment]

    Z recenzji:

    Strelnikoff jest literatem z importu, z Rosji, ojczyzny Puszkina i Tołstoja, adaptującym na polskim gruncie najlepsze rosyjskie tradycje literackie i filozoficzne, które oddają wspólną obu narodom, słowiańską duszę.
    Beata Wawryniuk, portal DużeKa

    Kto by pomyślał, że ten człowiek z „Europa da się lubić”, w dodatku biolog z wykształcenia tak fantastycznie potrafi pisać? Ma w sobie niesamowity zmysł obserwacji i niewyczerpane pokłady specyficznego humoru. To pierwsza jego książka, którą przeczytałem, ale z pewnością nie ostatnia. Bo Dmitrij drodzy państwo jest pisarzem, w dodatku rosyjskim, który tworzy po polsku. Jest też podróżnikiem, dziennikarzem, poetą zoologiem, fotografikiem, aktorem, muzykiem i wreszcie, a może głównie, „smakoszem życia”. Najpierw zastanawiał się, „jak oni to robią”, a potem dowiedział się, na czym rzecz polega i gdzie trzeba dotknąć, żeby było przyjemnie. Oprowadza czytelnika po „damsko-męskich fikołkach” z iście szelmowską radością życia i poezją. Jednak to dobrze być Słowianinem, upadać i podnosić się z ziemi. Nie jesteśmy przecież doskonali i dlatego właśnie tacy wspaniali. Łapmy chwile, niech nie ucieknie nam żadna okazja do życia.(z)
    SuperFakty, Łódzki Tygodnik Internetowy.

    oprawa: Miękka
    format: 14.4x20.5cm
    ilość stron: 224
    ISBN: 8373862358

    patronat:

    trojka



  • 2004 - "Homo Mirabilis", tomik poetycki, Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa.

    homo mirabilis

    Opis:

    Rosjanin o Polsce i Rosji po polsku. O Człowieku we Wszechświecie, o rzeczach prostych i bardzo prostych, z których składa się złożony Obraz Całości. Zbiór myśli i wrażeń powstałych w trakcie poszukiwania Źródła - Źródła obrazów, wśród których fragmentów żyjemy. Teatr Słowa. Język Polski jako łącznik pomiędzy kulturami dwóch narodów - dwóch gałęzi Słowiańskiego Drzewa Życia. Na ponad sto stronicowe dzieło autora składają się krótkie formy literackie najczęściej cechujące się wyraźną fabułą - wiersze i proza poetycka.

    [czytaj fragment]

    Z recenzji:

    Ta poezja wyrasta z ducha romantycznego, mierzącego się ze światem, który akcentuje wyjątkową rolę twórcy. Wierszowanie Strelnikoffa można nazwać sztuką wielkiej metafory: wychodząc od sytuacji życiowych, od obrazów widzianych w podróżach i "wyjściach", od wiedzy, zresztą wszechstronnej, od podszeptu swej intuicji (talentu) wreszcie, zmierza do uogólnienia, do puenty, wniosku. I jest to ciekawe, jak bogata i celowa jest ta metafora, która skrywa się pod prozaicznymi wydarzeniami i faktami.
    Wnikliwa lektura tomu każe wierzyć, że autor wzbogaca i będzie dalej wzbogacać kulturę polską o tajemnicze zaklęcia sztuki rosyjskiej.
    Akant.


    oprawa: miękka
    format: 14.0x20.0cm
    ilość stron: 144
    ISBN: 8373860703



  • Wiersze w języku rosyjskim autor publikuje w moskiewskim miesięczniku literackim „Знамя”. (Patrz: „Знамя”, 2004, N5)

    okladka




  • Literatura naukowa


  • 2006-2007 - "Wielka Encyklopedia Zwierząt", 30 tomów, Polskie Media Amer.Com SA przy współpracy z brytyjskim wydawnictwem Oxford Educational Encyclopedia Ltd UK, Poznań-Warszawa.

    okladkaorzelokladkaokladkarybykrabokladkaokladki


Literatura inna

  • 2008 – UGRYŹĆ ŚWIAT, ilustrowana książka o dobrym jedzeniu, praca zbiorowa, wyd. G + J, National Geographic Polska, Warszawa

    ugryzc


    Opis:
    Podróżować można na wiele sposobów – zwiedzając egzotyczne kraje lub podziwiając piękno własnej ojczyzny, latając samolotem albo jeżdżąc rowerem, błądząc palcem po mapie i snując marzenia... My proponujemy Państwu niezwykłą podróż kulinarną... Aż 105 osób opowie o swoich „jedzeniowych” fascynacjach i odkrywaniu smaków. Dzięki tej kulinarnej podróży dowiemy się: co Marcin Prokop sądzi o szaszłyku z psa? dlaczego Hanna Bakuła spędzała wigilię z Apaczami? po co Magdzie Gessler 340 kawałków sękacza? ile papryki może zjeść Andrzej Smolik? z czego składa się sałatka „Hydroplan” Dmitrija Strelnikoffa? A wszystko to pośród smakowitych zdjęć i fantastycznych przepisów...Po prostu pyszna lektura!

    Oprawa: twarda
    Data wprowadzenia: 15-11-08
    ISBN: 978-83-7596-003-7
    Stron: 623
    waga: 2148 g
    Wymiary: 208x244

    patronat: Gala, Glamour, RMF, MniamMniam.pl