"Wyspa" - fragment powieści

Do jeziora można było dojechać tylko pociągiem. Mężczyzna nie przepadał za pociągami, ale nie miał wyboru.
Kiedyś lubił podróżować koleją. Każdy wyjazd był dla niego jak łyk świeżego powietrza, jak wciągnięcie żagla na maszt. Obecnie to się zmieniło. Teraz pociągi go mę­czyły. Stały się dla niego zbyt wolne.
Miał przed sobą nocną podróż – kilka godzin w luk­susowym przedziale wagonu sypialnego. Zamierzał od razu się położyć i całą drogę przespać.
Na dworcu było ciemno i nieprzyjemnie. Chłodny, brudny, pusty, wyglądał niczym przyczajony zbój. Fotograf nigdy przedtem nie poznał go od tej strony. To nie był dworzec, do którego przywykł. Poczuł się nieswojo. Tak się zdarza, gdy znane sobie miejsce odwiedzasz o nie­typowej porze.
Pociąg już czekał na peronie. Mężczyzna postawił koł­nierz, nasunął kapelusz na oczy i zdecydowanym krokiem ruszył w jego kierunku.
Przy wejściu do wagonu czuwał senny konduktor. W ciemnościach prawie nie było widać jego twarzy. Fotograf nie przyglądał mu się. Pokazał bilet i szybko wszedł do środka. Gdy spojrzał w perspektywę wąskiego korytarza, zobaczył, że drzwi do wszystkich przedziałów, oprócz jednego, są zamknięte.
To pewnie mój, domyślił się, ciągnąc elegancką walizkę. Wygląda na to, że reszta pasażerów śpi.
W otwartym przedziale oba łóżka zastał pościelone.
Spojrzał na bilet, wszystko się zgadzało: jedno z tych miejsc było jego.
Więc nie będę jechał sam – pomyślał i zmartwił się.
W drodze na dworzec miał nadzieję, że podróż odbę­dzie, bez współpasażera. Nieraz już jechał sam w prze­dziale. Nawet na długich trasach.
Kto to może być? – myślał, patrząc na zegarek.
Do odjazdu pozostawało zaledwie siedem minut. Jego współpasażer najwyraźniej się nie spieszył.
Fotograf podniósł roletę i patrzył przez okno na ciemny, wyludniony peron.
Może jednak nie przyjdzie? – pomyślał z nadzieją. Może zrezygnował z wyjazdu? Albo nie zdążył na metro lub w taksówce stoi w korku? W sumie nie jest trudno spóź­nić się na pociąg. Wystarczy kilka minut i miasto nie wy­puści potencjalnego pasażera.
Czas płynął, a mężczyzna się denerwował. Nikt nie przychodził, ale skład wciąż stał przy peronie i wszystko się mogło jeszcze wydarzyć.
Nadeszła pora odjazdu. Pociąg jednak ani drgnął.
Nie wyruszyliśmy w drogę, a już jesteśmy spóźnieni, zniecierpliwiony fotograf ponownie zerknął na zegarek. Jakie to banalne!
Nagle nocną ciszę przeciął gwizdek konduktora i po­ciąg ruszył.
Nikt nie przyszedł.
A więc nie zdążył, mężczyzna odetchnął z ulgą, lub zrezygnował. Ludzie często w ostatniej chwili rezygnują z podróży. Mógł też zaspać. Przecież mogło się to przydarzyć. Ktoś zasnął i nikt go nie obudził. Zwykła historia.
Wstał, by zamknąć drzwi do przedziału. Wówczas na korytarzu rozległy się szybkie kroki. Fotograf wyjrzał i zobaczył kobietę zmierzającą w jego kierunku.
– Dobry wieczór – przywitała się. – To chyba tu. Drzwi pozostałych przedziałów były zamknięte.
– To tu? – Rozglądała się, w ręce trzymała bilet.