Dmitrij Strelnikoff, Złote ryby – fragment:

Horst Hanke, właściciel niewielkiego domu w dzielnicy Charlottenburg, prowadził sklep z rybami i owocami morza. Ostatnio nie wiodło mu się najlepiej. Zmarł jeden z jego najważniejszych dostawców, a następca nie chciał współpracować z Hankem. Powiedział, że ma lepszego kontrahenta. Sklepikarz był pewien, że poradzi sobie i znajdzie innego równie dobrego dostawcę. Dobrze jednak wiedział, że nie nastąpi to z dnia na dzień.
– Stres mnie zabije – burknął do szklanki z wodą i szybko ją opróżnił.
Wkrótce Horstowi urodził się syn. Sklepikarz, który z początku nie był zachwycony wiadomością, że zostanie ojcem, miał czas, by oswoić się z tym faktem i zmienić zdanie.
– Oto Norbert Hanke, dziedzic i kontynuator rodzinnego interesu, trzecie pokolenie! – cieszył się, biorąc pierworodnego na ręce.
Żona Horsta, Szirin Nakkasz, uśmiechała się łagodnie. Przepełniało ją słodkie przekonanie, że teraz już wszystko będzie dobrze – zawsze.
Kiedy ona i mały Norbert zostali wypisani ze szpitala, Horst urządził im uroczyste powitanie. Starał się stworzyć w domu radosną atmosferę, ale wciąż dręczyło go wspomnienie przerażającego snu. Nie mógł przestać o nim myśleć.
– Miałem sen – powiedział do żony.
– Tak? – Szirin odłożyła sztućce; właśnie skończyli kolację.
Horst zamilkł, nie mając pewności, czy powinien opowiadać jej o swoim koszmarze.
– Jakiś szczególny? – Milczenie męża pobudziło ciekawość Szirin. – Opowiedz.
– No wiesz… Durny, niedobry sen.
–Dręczy cię?
– Nie mogę o nim zapomnieć…
W końcu opowiedział żonie, co mu się przytrafiło w podwodnej jaskini ze snu.
Szirin słuchała go bardzo uważnie. Kiedy wspomniał o chłopcu w złotych szatach, poczuła niepokój. Wstała od stołu, przeszła się kilka razy po salonie i usiadła w najdalszym kącie. W napięciu czekała na zakończenie.
Gdy Horst umilkł, twarz Szirin wykrzywił grymas rozpaczy. Nie mogła powstrzymać łez. Płakała, kryjąc twarz w dłoniach. Potem nagle ucichła.
Hanke nie wiedział, co robić.
– Przepraszam, że ci o tym opowiedziałem. – Podszedł do żony i uklęknął przed nią. – Uspokój się, proszę.
Szirin znowu się rozpłakała.
– Nie możesz go zabić – powiedziała, łykając łzy. – To twój syn!
Jej słowa przestraszyły Horsta. Przeszło mu przez myśl, że jego żona postradała zmysły. Podniósł się z klęczek, by zadzwonić na pogotowie. Zupełnie się pogubił, szukał telefonu i nie pamiętał, gdzie on jest.
– Nie płacz, kochanie, zaraz ci pomogę – mamrotał. – Wytrzymaj proszę, wszystko będzie dobrze. – Chwycił drżącą dłonią słuchawkę szczęśliwie odnalezionego telefonu i wykręcił numer pogotowia.
– To twój syn! Nie zabijaj go, błagam! – Szirin wstała na drżących nogach, zachwiała się i nagle przewróciła, uderzając głową w kant biurka.
– Boże święty! – Horst wypuścił z dłoni słuchawkę i podbiegł do żony. – Słyszysz mnie? Szirin, co ci się stało? Co ja zrobiłem?! Boże święty, co ja zrobiłem?!
– Halo? Słucham? Jest tam ktoś? – z leżącej na podłodze słuchawki rozległ się głos dyżurnej pogotowia.
Zanim przed ich domem zatrzymała się karetka, Szirin Nakkasz już nie żyła.
W czasie między wypadkiem a pogrzebem Horsta odwiedziła policja i pracownicy jego sklepu. Jedni z obowiązku, drudzy z potrzeby serca.
– Wie pani, że to wszystko przez niego? – Horst spojrzał na Hertę, swoją księgową.
– Słucham?
– Ciągle o tym myślę i jestem pewien, że to wszystko przez Norberta. – Horst zajrzał Hercie w oczy. – To on ją zabił.
– Niech pan tak nie mówi. – Herta dotknęła ręki szefa. – Tak nie można…
– Jeśli mam coś do powiedzenia policji, to tylko jedno: moją żonę zabił mój syn.
– Wiem, jak się pan czuje…
– Nie ma pani pojęcia, jak się czuję. – Horst odwrócił się do Herty plecami i poszedł w stronę policjantów, wciąż wypełniających jakieś formularze. Ominął ich i wszedł po schodach do pokoju dziecięcego.
– Coś ty narobił? – Pochylił się nad łóżeczkiem. – Zabiłeś ją. Nigdy ci tego nie wybaczę, rozumiesz? – Nacisnął brzuch niemowlaka i przez chwilę obojętnie wsłuchiwał się w płacz dziecka. – Cholerny szczeniak. – Horst wyprostował się i ruszył do drzwi. – Nie licz na wiele – rzucił, odchodząc.
Po pogrzebie Herta zapytała Horsta, jak radzi sobie z noworodkiem.
– Ma niańkę – odrzekł.
– Jest zdrowy, nic mu nie dolega? – dopytywała się.
– To nie należy do pani obowiązków – uciął Horst.
Później Herta miała okazję poznać nianię Norberta i wymieniła się z nią numerami telefonów. Regularnie do niej dzwoniła. Po upływie miesiąca podjęła decyzję i pewnego dnia przyszła do Hankego z propozycją.
– Przepraszam, szefie, że się wtrącam, z pewnością to nie moja sprawa, ale wydaje mi się, że mogę szefowi pomóc.
– O co chodzi? – Horst obrzucił kobietę surowym spojrzeniem.
– Szef wie, że mam dzieci
– Tak.
– Mogę pomóc szefowi z Norbertem. Zdaje się, że nie ma pan zbyt wiele czasu dla syna. To zrozumiałe, sklep pochłania tak wiele energii…
– Nająłem niańkę – uciął Horst i odwrócił się do księgowej plecami.
– Wiem. Widziałam ją. Wydaje mi się, że nie jest zbyt miła dla dziecka.
Horst obejrzał się, marszcząc czoło.
– O co pani chodzi?
– Naprawdę mogę panu pomóc.